Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzea. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 kwietnia 2012

KRYZYS - WE WŁOSZECH PŁONĄ OBRAZY

Dyrektor włoskiego muzeum w Neapolu Antonio Manfredi, zdobył się na desperacki krok, zaczął palić obrazy z kolekcji swojej placówki. Manfredi grozi, że w każdym kolejnym tygodniu ogień strawi kolejne trzy eksponaty. A wszystko to w proteście przeciwko cięciom dotacji dla kultury.

Fot. Franco Castano AP za portalem www.tokfm.pl


Na portalu Tok.fm możemy przeczytać:
"Autorem pierwszego spalonego dzieła był francuski artysta Severine Bourguignon, który całkowicie poparł akcję dyrektora placówki, a swoje płonące dzieło oglądał online. - Stwierdził , że jego praca została poświęcona w słusznej sprawie - donosi BBC"

"Ta akcja ma otworzyć politykom oczy - tłumaczy Antonio Manfredi - Chcemy w ten sposób pokazać, że każdy z tysiąca obrazów, który wystawiamy w naszym muzeum czeka właśnie taki los, jeśli nie dostaniemy pieniędzy na działalność.

Więcej szczegółów i zdjęć, a każe materiał BBC znajdziecie pod linkiem powyżej.

Co myślicie o takiej akcji? Komentując wydarzenie Monika Małkiewicz zwraca uwagę, że ta forma protestu ma swoje fatalne tradycje w historii. To prawda, ale robotnicy kultury są dziś naprawdę zdesperowani...
Link

poniedziałek, 20 lutego 2012

Otwarcie wystaw w MOCAKu

Miała być moja fotorelacja z MOCAKu (4 wystawy: Artysta = dzieło sztuki, Tranzyt, Ja jako Roberta oraz Komiks. Legendy miejskie)...

... ale w konsekwencji pozostawienia ładującej się baterii do aparatu w domu.. będą zdjęcia Kamili Buturli, która uratowała sprawę i podzieliła się z Art Aktualiami zdjęciami, a nawet zrobiła zdjęcie mnie i Kaśce Maniak (!) - obie zazwyczaj jesteśmy po drugiej stronie obiektywu, ale tym razem przemogłyśmy się by sobie nie odmówić klasyki wernisażowej z duetem Eva&Adele ;)

(od lewej: Patrycja Musiał, wiadomo: Eva&Adele, Katarzyna Maniak)
Foto: Kamila Buturla


Foto: Kamila Buturla


Kamila, Dziękujemy :)

Linkuję też tekst Doroty Jareckiej z Dużego Formatu o mistrzyniach bywania Eva&Adele - czytamy tu.

Tekst z GW krakowskiej o wyżej wymienionych

Tekst z GW krakowskiej o otwarciu w MOCAKu i o tym jak służy skandal kulturze... ;)

wtorek, 10 stycznia 2012

Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie - reset, czy restart?

Od budowy muzeum nie ma odwrotu - mówił w lipcu 2011 wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz, o planowanej dla MSN inwestycji i projekcie Christiana Kereza na pl. Defilad.

Dziś warszawska Wyborcza w dużym tekście Iwony Szpali i Dariusza Bartoszewicza poświęconym rozwojowi sytuacji wokół budowy nowego budynku (o ile można mówić tu o rozwoju) opisuje nowy pomysł urzędników na siedzibę MSN.

"Ratusz przygotowuje już wariant awaryjny. Chce tymczasowo ulokować muzeum na 4,3 tys. m kw. salonu Emilia. Jest przestronny, ma solidną konstrukcję. Mieszczą się w niej duże gabaryty: meblościanki, wersalki. Czyli zmieszczą się też nowoczesne instalacje. Stropy powinny wytrzymać. - Sprawę traktuję bardzo poważnie - zapewnia Wojciechowicz."


Tymczasowa siedziba Muzeum znajduje się przy Pańskiej 3, na tyłach wspomnianego pawilonu Emilia, gdzie dziś funkcjonuje sklep meblowy.

Wariant awaryjny to wg. Jacka Wojciechowicza konieczność spowodowana niewywiązywaniem się Kereza z umowy - o współpracy z architektem wiceprezydent mówi: "Jeśli dojdzie do rozstania, to z winy pana Kereza, który nie wywiązuje się ze zobowiązań. Jesteśmy jak klient, który zamówił garnitur, przyszedł na przymiarkę, ale okazało się, że krawiec nawet nie zdjął miary."

Trochę inne światło rzuca na sprawę fakt, że ratusz nie ma praw do całości gruntu pod planowanym muzeum - trudno myśleć o rozpoczęciu budowy bez rozwiązania kwestii własności, a ta jest o tyle skomplikowana, że przedwojenni właściciele domagają się zadośćuczynienia za kilka tysięcy metrów kwadratowych, a miasto chce zapłacić za 300 m kw., bo więcej pod muzeum nie potrzebuje - wobec tego właściciele odmawiają zgody na niekorzystne dla siebie rozwiązanie.

Cała sprawa ma też swój kontekst polityczny, decyzję o budowie zapadła gdy rządziła ekipa PiS, i teraz podobno PO niechętnie spogląda na inwestycje, co tłumaczyło by opieszałość urzędników w rozwiązywania kwestii własności działki na pl. Defilad i pomysły awaryjne.

Sprawa rozwiązania, czy też kontynuowania współpracy z Kerezem ma ostatecznie rozstrzygnąć się do końca stycznia tego roku.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

LEGO Libery w kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

30 grudnia 2011 Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie sfinalizowało zakup pracy "Lego. Obóz koncentracyjny" (1996) Zbigniewa Libery .


Praca "Lego. Obóz koncentracyjny" wyprodukowana została przez artystę w trzech egzemplarzach - jeden znajduje się w zbiorach Jewish Museum w Nowym Jorku, drugi w publicznej galerii we Włoszech, trzeci był w posiadaniu prywatnego kolekcjonera w Norwegii. To ten egzemplarz - dzięki wsparciu ofiarodawców - znalazł się w kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Muzeum odkupiło pracę od norweskiego kolekcjonera sztuki za wynegocjowaną uprzednio kwotę 55.000 euro, czyli 245.025 złotych, z czego 153.320 złotych to darowizna od Towarzystwa Przyjaciół Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.


Praca Zbigniewa Libery „Lego” (1996) to jedna z ikon polskiej sztuki po 1989 roku. Projekt składa się z fotografii i opakowań klocków Lego tworzących zestaw - obóz koncentracyjny. LEGO udostępniło Liberze klocki za darmo, bez wiedzy o tematyce projektu - po wystawie w Danii, gdy okazało się, że na pudełkach pojawił się kontrowersyjny napis "sponsorowane przez LEGO Systems”, firma podjęła kroki prawne przeciwko Liberze, jednak w końcu, pod presją kampanii medialnej, odstąpiła od procesu.
„Lego” Libery było też było też przyczyną skandalu na Biennale w Wenecji w 1997 roku – kurator pawilonu polskiego Jan Stanisław Wojciechowski zaprosił, artystę do współpracy, ale uznał, że „Lego” to zbyt kontrowersyjna praca , która negatywnie wpłynie na stosunki polsko-żydowskie i nie zgodził się na jej pokazanie.
W konsekwencji Zbigniew Libera w ogóle zrezygnował z wystawy w pawilonie polskim na Biennale. Jako komentarz do tego wydarzenia powstał cykl „Mistrzowie” (2003) – seria publikacji w prasie sfałszowanych, obszernych artykułów, prezentujących twórczości osób, które dotąd były negowane przez oficjalną historię sztuki polskiej jak Andrzej Partum, Jan Świdziński, Leszek Przyjemski, Anastazy Wiśniewski i Zofia Kulik.


Poniżej fragment wypowiedzi Libery z książki „Drżące ciała. Rozmowy z artystami” Artura Żmijewskiego:

„Lego. Obóz koncentracyjny” wzbudził tyle szumu, byłem zapraszany na jakieś konferencje, byłem zmuszony osobiście odpowiadać na rozmaite zarzuty. Między innymi miałem wykład podczas sesji zorganizowanej przez Fundację Auschwitz w Brukseli. To było dla mnie bardzo istotne przeżycie. Mówiłem do Żydów, spośród których wielu przeżyło obozy koncentracyjne. Mówiłem o moich inspiracjach, o podręcznikach historii, z których się uczyłem, gdzie są zdjęcia z Auschwitz, z Majdanka, o wizualnych treściach, którymi byłem otoczony jako dziecko. Kto się urodził w Polsce, ma do czynienia z tym tematem w sposób naturalny. Wyjaśniałem, pokazywałem slajdy… w pewnym momencie powstało zamieszanie na sali, awantura, krzyki, zdjąłem słuchawki i usłyszałem: „powiesić go, spalić tę pracę, uciszyć go”. Ktoś inny krzyczał, że nie, właśnie „niech kontynuuje”. Wreszcie przewodniczący sesji uspokoił zebranych na tyle, żebym mógł kontynuować. Tłumaczyłem, że tą zabawką chciałem pokazać, jak się uczy pewnego modelu społecznego, bo ta zabawka dotyczy formy organizacji społecznej – w jaki sposób się to przedstawia, jak modeluje się dzieci przy pomocy zabawki. Lego jest do tego idealne. Po wykładzie odbyła się bardzo ostra dyskusja, z jednej strony, że sztuka jest za słaba, aby wyrazić Holocaust, z drugiej zaś, jak mogłeś sięgnąć po tak mocne środki wyrazu.

wtorek, 28 września 2010

AWARIA, czyli atrakcje Podziemi pod Rynkiem Głównym

Jeszcze w lipcu pisałam o kontrowersjach i szaleńczym tempie przygotowań do otwarcia multimedialnego muzeum pod płytą Rynku Głównego w Krakowie.
24 września spektakularne iluminacje Sukiennic towarzyszyły wejściu pierwszych zwiedzających (były tłumy).

Fot. Michał Łepecki Gazetą Wyborczą


Na dole, szczęśliwcy którym udało się odebrać darmowe wejściówki, po szumnych obietnicach, mogli doznać - delikatnie mówiąc - lekkiego rozczarowania.

Tym którzy wybierają się by zobaczyć najnowszą krakowską atrakcję turystyczną, spieszę donieść:
niestety nie działa:
1. komputerowo generowane błoto! (mój faworyt)
2. interaktywna mapa, która w zależności od tego, gdzie postawi się stopę, emitować ma odgłosy morskich fal, górskiego wiatru czy hejnał. :D
3. wirtualny strażnik
4. projekcja płonących chat
5. ekrany dotykowe (jeden z nich miał pozwalać na wykopanie wirtualnych przedmiotów z piasku)
6. projektory (wyświetlają filmy przeprowadzające przez kolejne części ekspozycji)
7. olbrzymi, 180-calowy ekran
8. nagłośnienie - nikt jeszcze nie słyszał ścieżki dźwiękowej Biosphere, skomponowanej specjalnie dla krakowskiego muzeum.

Fot. Michał Łepecki Gazetą Wyborczą


Na pocieszenie: działa trójwymiarowy ekran - niestety nie dostarczono jeszcze okularów, które umożliwiają oglądanie w 3D...

O tym, że do kompletu nieszczęść i usterek w Podziemiach dołączyła już cieknąca fontanna można przeczytać w GW:
"W piątek - w dniu uroczystego otwarcia muzeum - system nie zadziałał i jeszcze w poniedziałek nie wiadomo było, co właściwie jest przyczyną usterki."

piątek, 9 lipca 2010

Podziemia pod Ryniem Głównym - czyli świetlnych szaleńst w Krakowie cz II

Dziś, przy kawie, wśród znajomych pojawił się temat podziemi pod Rynkiem Głównym w Krakowie. Miałam ochotę napisać o tej nowej propozycji dla turystów już od jakiegoś czasu - właściwie od Nocy Muzeów, kiedy wpuszczono tam po raz pierwszy (jednorazowo zwiedzających i dziennikarzy.

Jak się okazało, ta kolejna nowa, krakowska inicjatywa, realizowana za jedyne 42 mln PLN (to nie jest pomyłka: CZTERDZIEŚCI DWA MILIONY) nie jest zbyt dobrze znana nie tylko osobom spoza KRK, ale też samym mieszkańcom miasta, więc na początek kilka zdjęć poglądowych.
Przypominam, gdyby ktoś patrząc zapomniał, to są podziemia muzealne odsłaniające zachowane średniowieczne zabytki oraz obiekty archeologiczne.


Szalone światła - przypomina to trochę wejście do klubu, ew. kolorystyką fontannę na Pl. Szczepańskim ;)


Tutaj pojawia się skojarzenie z planem filmu SF...



Nie jestem przekonana, czy średniowieczny kościany grzebień (chyba jest to grzebień...) wymaga tyle błękitnego światła - ale kto wie, może wymaga? Być może zresztą jest to tylko wizualizacja grzebienia w 3D??


O burzy, która przetaczała/przetacza się nad podziemiami można sobie poczytać tu: Rozmach, z jakim powstaje ekspozycja, niepokoi środowisko krakowskich muzealników i historyków sztuki skupionych wokół Społecznego Komitetu Ratowania Zabytków Krakowa.

Ja się wcale nie dziwię, że niepokoi - mnie też. Nie jestem za skansenami w stylu krakowskiego Muzeum Archeologicznego (w czołówce najbardziej niemrawych placówek muzealnych w KRK), ale zaczynam się co raz bardziej bać nowoczesności w wydaniu krakowskim.

Podziemia zostaną otwarte już we wrześniu.

piątek, 21 maja 2010

Nowi dyrektorzy

Zamiany na polu instytucjonalnym, jakie obserwujemy obecnie w Polsce i na których tak mocno się ostatnio skupiamy, są interesującym tematem. W końcu, najprawdopodobniej, dojdzie w związku z nimi do poważnych przetasowań.


Daniel Birnbaum

Tymczasem ciekawe przetasowania mają miejsce także w związku z nominacją Daniela Birnbauma na dyrektora Moderna Museet w Sztokholmie. Zastąpi on, odchodzącego 31 października, Larsa Nittve.


Lars Nittve

Nominacja odbyła się już w tydzień po tym jak Birnbaum ustąpił ze stanowiska rektora Städelschule Staatliche Hochschule we Frankfurcie nad Menem i dyrektora akademickiej (w sensie przyuczelnianej, rzecz jasna ;)) galerii Portikus, którą kierował od 2001 roku. Na uczelni Birnbauma zastąpi Nikolaus Hirsch - architekt, kurator i teoretyk sztuki.

Będziemy obserwować z równą ciekawością dalszą działalność Portikus i Moderna Museet.


Nikolaus Hirsch

poniedziałek, 8 lutego 2010

Nazistowskie grabierze i dzieła sztuki (George Grosz, Camille Pissarro)

W USA prasa komentuje dwa przypadki związane z roszczeniami wobec prac Grosza i Pissarra.

Niedawno nowojorski sąd oddalił pozew spadkobierców (bliżej nam nie znanych) George'a Grosza wystosowany wobec Museum of Modern Art (MoMA). Wnioskowali w nim o oddanie trzech prac - Portrait of the Poet Max Hermann-Neisse (with Cognac Glass) z 1927, Self-portrait with a Model z 1928 i Republican Automatons z 1920, które rzekomo zostały zagrabione przez nazistów w latach 30. Po analizie ich skomplikowanej historii, MoMA zaprzeczyła, by te dzieła zakupione do jej kolekcji między 1946 a 1954, pojawiły się na rynku w efekcie nazistowskich grabieży.


George Grosz's "Portrait of the Poet Max Herrmann-Neisse" (1927)

Druga sprawa dotyczy, leciwego już mieszkańca San Diego, który sądzi się z rządem Hiszpanii o prawo do obrazu Pissarra Rue Saint Honoré—Afternoon, Rain Effect z 1897 roku. Jak twierdzi 88 letni Claude Cassirer, płótno zostało odebrany jego babce przez nazistowskiego marszanda, kiedy uciekała ona z Niemiec w 1939 roku. Uznawany za zaginiony, rzeczony obraz Pissarra pojawił się na rynku w 1976 roku i został zakupiony przez Barona Thyssena. W 1993 roku przeszedł on na własność rządu hiszpańskiego razem z częścią kolekcji Thyssen-Bornemisza i znajduje się od tego czasu w Madrycie w Muzeum Thyssen-Bornemisza. Sprawa jest dość skomplikowana bo pan Claude Cassirer chce się sądzić w USA (walka o to trwa już od 2005 roku) - to raz, a dwa w 1958 roku, kiedy pracę uznano za zaginioną, jego babcia, Lilly, dostała rekompensatę od niemieckiego rządu w wysokości 120,000 marek (61,300 euro).


Camille Pissarro, Rue St. Honore: Afternoon, Rain Effects, 1897

Zainteresowani mogą przeczytać więcej pod dwoma linkami: Grosz - tu, a Pissarro - tu i tu.

środa, 3 lutego 2010

Tino Sehgal w Guggenheim Museum, Joanna Warsza w Goldex Poldex

29 stycznia Solomon R. Guggenheim Museum (komunikat prasowy możecie przeczytać tutaj) w NYC otworzyło indywidualną wystawę Tino Sehgala. Na jej potrzeby rotunda została całkowicie "wyczyszczona" - co daje widzom świetną okazję do obcowania także z architekturą. Wystawa, organizowana w ramach obchodów 50-lecia muzeum Guggenheima, składa się z dwóch realizacji. Na parterze można doświadczyć The Kiss, a rampę „zajmuje” This Progress. Więcej o samej wystawie w bardzo lekkiej recenzji NY Times tutaj.


A photo taken on an iPhone shows “The Kiss,” part of Tino Sehgal’s show at the Guggenheim Museum

Zazdroszczę tym, którzy nie mieli do tej pory styczności z Sehgalem. The Kiss po raz pierwszy widziałam na bb4 w 2006 roku kuratorowanym przez Maurizio Cattelana, Massimiliano Gioni i Ali Subotnick. Wchodzących do zrujnowanej kamienicy na Auguststrasse 24/25 widzów Sehgal przenosił w świat bezpowrotnie minionego przepychu.


Sala lustrzana na Auguststrasse 24/25

Na miejsce realizacji swojej pracy wybrał powstałą w 1913 roku za sprawą Fritza Bühlera salę balową, zwaną Bühlers Ballhaus, a po śmierci właściciela w trakcie I Wojny Światowej Clärchens Ballhaus - od imienia wdowy Clary, która prowadziła lokal do 1967 roku. Było to miejsce z wyjątkową, dość skomplikowaną historią, wokół którego narosło niemało mitów. Wiadomo, że częstym gościem był tam fotograf Heinrich Zille, a Otto Dix zaprojektował plakat, który funkcjonuje do dziś, mimo, że miejsce w międzyczasie zmieniło nazwę na Ballhaus Mitte.


Plakat Otto Dixa

Pamiętam jak duże wrażenie zrobiła na mnie mieszanka wiszącej w powietrzu, niewypowiedzianej historii miejsca i tańczącej pary – interpretatorów jak mówi Sehgal. Tak się złożyło, że kiedy weszłam do środka, nie było tam nikogo poza tancerzami. Doświadczyłam całkowicie hipnotycznego wrażenia, mającego w sobie coś z podglądactwa i zmieszania/zawstydzenia. Siadłam w kącie, żeby, co dość zabawne, „nie przeszkadzać”. Czułam się trochę jak intruz, ale jednocześnie częścią większej całości. Mimo, że nie wolno mi było, chciałam zrobić zdjęcie, ale wydawało mi się, że mogę tym zniszczyć tę intymną sytuacje, w której uczestniczyłam. I nie powiem, nie bez znaczenia dla mojego zainteresowania był poziom przystojności tancerza ;) W każdym bądź razie, nagle ów tancerz popatrzył mi w oczy – zabieg dość zrozumiały, bo dzięki niemu wszystkie emocje, które do tej pory opisywałam zostały podniesione do zenitu – a ja zostałam przyłapana na podglądaniu. Ten gest i to spojrzenie sprawiło, że pokryłam się rumieńcem i speszyłam jak 13 latka. Następnego dnia wróciłam, ale czar prysł. Być może było to doświadczenie całkowicie niepowtarzalne. Idąc po raz kolejny wiedziałam też, co mnie czeka. A być może dzień wcześniej miałam szczęście być częścią wyjątkowo intymnego, bo tylko trzyosobowego spektaklu. Swoją drogą tancerz też się zmienił.

Wystawę polecamy, a w międzyczasie krakowian zapraszam do Goldexu Poldexu, gdzie we wtorek, 9 lutego o 19.00 Joanna Warsza poprowadzi wykład połączony z prezentacjami video Nie dla spektaklu – taniec konceptualny i krytyczny. O projektach Xavier le Roy, Jérôme’a Bela, Tino Sehgala, Grand Magazin, Yvonne Rainer.

A do tematu Berlin Biennale jeszcze wrócę.

piątek, 29 stycznia 2010

Rudi Fuchs by Karel Appel w Van Abbemuseum!

Portret ex-dyrektora Van Abbemuseum, Rudi'ego Fuchsa, namalowany przez Karela Appla powiększył właśnie wspaniałą kolekcję tego muzeum. Appel (1921-2006) namalował obraz w 2005 roku, pod koniec życia, w okresie kiedy eksperymentował z użyciem świetlówek. Ostatnią wolą Appla, po konsultacji z Fuchsem, było to, żeby obraz trafił do muzeum, trzymającego wysoki poziom. W końcu zdecydowano, że będzie to Van Abbemuseum, gdzie Fuchs pełnił funkcję dyrektora od 1975 do 1987 roku, a obecnie można zobaczyć rekonstrukcję wystawy stworzonej przez niego w 1983 kolekcji.


Karel Appel, "Portrait of Rudi Fuchs". Photo: Bram Saeys.

Obecny dyrektor, Charles Esche powiedział prasie, że bardzo cieszy się, że jedno z ostatnich płócien artysty trafiło do kolekcji i że ta praca pokazuje to, jaką wagę ma od lat 80. relacja kurator-artysta. Obaj panowie ściśle współpracowali od lat 80, aż do śmierci Karela. Fuchs pisał o twórczości artysty i zorganizował kilka ważnych wystaw: Karel Appel, Ik wou dat Ik een Vogel was (Karel Appel, I wish I were a bird) – duża retrospektywa w Gemeentemuseum w Hadze w 1990; Karel Appel, Onderweg. Reis van Rudi Fuchs langs de Kunst der Lage Landen (Karel Appel on the road. Journey of Rudi Fuchs through the Art of the Low Countries) w brukselskim Palace of Fine Arts na przełomie 2004-2005.

Portret (200x150 cm) jest jedną z serii prac powstających od 2005 roku, w których Appel wykorzystywał po raz pierwszy w swoich obrazach świetlówki. Oprócz portretu, ta seria zawiera także rzeźbę oraz 8 innych płócien, w tym 5 obrazów o dużym ładunku erotycznym zatytułowanych Love no. 1 - Love no. 5 (ta „miłosna” seria prezentowana była w 2005 roku w Hadze w Gemeentemuseum). Portret Rudi’ego, wcześniej nigdzie nie prezentowany, można będzie oglądać do 21 marca 2010 w ramach wystawy Strange and Close. Ale żeby nie przytłaczać informacjami o tym kiedy indziej.

wtorek, 26 stycznia 2010

Uwaga! Picasso i śliskie podłogi

Nowojorskie Metropolitan Museum of Art ma problem... nie tylko z śliskimi podłogami ;)

Polska i zagraniczna prasa rozpisywała się o iście allenowskim wydarzeniu. W niedzielę muzeum podało, że w miniony piątek, miłośniczka sztuki uczestnicząca w kursie historii sztuki potknęła się i upadła nieszczęśliwie na jeden z pierwszych obrazów okresu różowego Picassa Aktor. 15 centymetrowe rozdarcie w rogu płótna powstało w ten sposób po 105 latach od daty stworzenia obrazu. Na szczęście zniszczenie nie jest bardzo poważne, a obraz zostanie poddany konserwacji. Muzeum liczy na to, że po naprawie uszkodzenie będzie niezauważalne.


Picasso, Aktor, 1904-05, Metropolitan Museum of Art

To naprawdę pech! Mogła upaść na tyle prac, w końcu Met ma ogromne i bogate zbiory! Jednak zgodnie z prawem Murphy'ego padło na Picassa, któremu to właśnie muzeum poświęca obszerną wystawę w kwietniu tego roku (otwarcie 27 kwietnia 2010, info tu).

środa, 13 stycznia 2010

Galerzysta dyrektorem

Wczoraj, w zagranicznej prasie, pojawiła się informacja o mianowaniu na stanowisko dyrektora Museum Of Contemporary Art (MOCA) w Los Angeles nowojorskiego galerzysty Jeffrey'a Deitcha.



Ta nominacja wywołała dość spore zamieszanie, wynikające z obaw o konflikt interesów jako może pojawić się w trakcie jego pracy. Deitch ma poważną kolekcję sztuki. Sam zwrócił uwagę, że tak jak jedni akumulują przychody w nieruchomościach, on w sztuce, którą kupuje odkąd był nastolatkiem.

Zapytany przez Tyllera Greena czy będzie handlował sztuką pełniąc nową funkcję odpowiada:
"Może. Mam nadzieję, że nie. Chcę wyjaśnić, że moja aktywność biznesowa jako handlarza sztuką ustanie całkowicie 1 czerwca, na 100 procent. Nie będę sprzedawał niczego co zostało przekazane w komis od artysty lub kolekcjonera. Zero handlu sztuką. Jak już mówiłem ostatnią rzeczą jaką chce robić to sprzedawanie ważnych dzieł z mojej kolekcji. Jest ona jednym z najważniejszych projektów w mojej karierze. Mam nadzieję, że w pewnym momencie oddam kolekcję jakiejś fundacji. Nie mogę tego zadeklarować, ponieważ nikt nie wie jak potoczy się życie".

Zaznaczył dość jasno, że jego dochody znacznie spadną w związku z przyjęciem nowej posady. W związku z tym nie wyklucz on jednak sprzedaży mniej ważnych pozycji z kolekcji, jeśli sytuacja go do tego zmusi. Jeśli do tego dojdzie rada muzeum będzie podejmować decyzje niezależnie, zgodnie z wszelkimi procedurami, a jeśli muzeum nie zechce dokonać zakupu praca zostanie puszczona na rynek. Dodaje: "Chcę jasno powiedzieć: mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić, chyba że od czasu do czasu. Nie jest to coś co uważam za aktywność biznesową".

Więc żadnego handlu pracami innymi niż z własnej kolekcji, a i to, jak deklaruje, niechętnie. Otwarta pozostaje kwestia tego co/kogo będzie w MOCA wystawiać i jak to wpłynie na wartość jego kolekcji. Co sądzicie na ten temat?

Zainteresowanym sprawą polecam wizytę tu.

niedziela, 10 stycznia 2010

Guggenheim Bilbao

Starym, dobrym zwyczajem niedzielnym są wycieczki do muzeum.
Proponuje więc szybki ( wirtualny) skok do Guggenheim Bilbao i spacer z oprowadzaniem po budynku Franka Gehry.
Oprowadzanie przez pracowników po hiszpańsku z tłumaczeniem tekstowym na angielski. Poniżej Guggenheim Bilbao w fotograficznym skrócie, szczegóły podczas wirtualnego spaceru...