W USA prasa komentuje dwa przypadki związane z roszczeniami wobec prac Grosza i Pissarra.
Niedawno nowojorski sąd oddalił pozew spadkobierców (bliżej nam nie znanych) George'a Grosza wystosowany wobec Museum of Modern Art (MoMA). Wnioskowali w nim o oddanie trzech prac - Portrait of the Poet Max Hermann-Neisse (with Cognac Glass) z 1927, Self-portrait with a Model z 1928 i Republican Automatons z 1920, które rzekomo zostały zagrabione przez nazistów w latach 30. Po analizie ich skomplikowanej historii, MoMA zaprzeczyła, by te dzieła zakupione do jej kolekcji między 1946 a 1954, pojawiły się na rynku w efekcie nazistowskich grabieży.
George Grosz's "Portrait of the Poet Max Herrmann-Neisse" (1927)
Druga sprawa dotyczy, leciwego już mieszkańca San Diego, który sądzi się z rządem Hiszpanii o prawo do obrazu Pissarra Rue Saint Honoré—Afternoon, Rain Effect z 1897 roku. Jak twierdzi 88 letni Claude Cassirer, płótno zostało odebrany jego babce przez nazistowskiego marszanda, kiedy uciekała ona z Niemiec w 1939 roku. Uznawany za zaginiony, rzeczony obraz Pissarra pojawił się na rynku w 1976 roku i został zakupiony przez Barona Thyssena. W 1993 roku przeszedł on na własność rządu hiszpańskiego razem z częścią kolekcji Thyssen-Bornemisza i znajduje się od tego czasu w Madrycie w Muzeum Thyssen-Bornemisza. Sprawa jest dość skomplikowana bo pan Claude Cassirer chce się sądzić w USA (walka o to trwa już od 2005 roku) - to raz, a dwa w 1958 roku, kiedy pracę uznano za zaginioną, jego babcia, Lilly, dostała rekompensatę od niemieckiego rządu w wysokości 120,000 marek (61,300 euro).
Camille Pissarro, Rue St. Honore: Afternoon, Rain Effects, 1897
Zainteresowani mogą przeczytać więcej pod dwoma linkami: Grosz - tu, a Pissarro - tu i tu.
poniedziałek, 8 lutego 2010
Nazistowskie grabierze i dzieła sztuki (George Grosz, Camille Pissarro)
sobota, 6 lutego 2010
Ordway Prize dla Artura Żmijewskiego
Creative Link for the Arts i New Museum ogłosiło tegorocznych laureatów Ordway Priz.
Nagroda jest przyznawana w dwóch kategoriach: "Artysta" i "Kurator/Krytyk".
Nominacji dokonują anonimowo krytycy, kuratorzy, dyrektorzy muzeów i artyści z całeg świata. Następnie listę finalistów wylania jury pod przewodnictwem Jennifer McSweeney, (Director of Creative Link for the Arts), Richarda Flooda, (Chief Curator at the New Museum).
W tym roku finalistami zostali Artur Żmijewski i Hamza Walker , dyrektor Education and Associate Curator at Chicago’s Renaissance Society.
Każdy z nagrodzonych otrzymał 100 tys dolarów na dalszy rozwój własnych projektów - jest to jedna z najwyższych nagród przyznawanych artystom wspólczesnym.
środa, 3 lutego 2010
Tino Sehgal w Guggenheim Museum, Joanna Warsza w Goldex Poldex
29 stycznia Solomon R. Guggenheim Museum (komunikat prasowy możecie przeczytać tutaj) w NYC otworzyło indywidualną wystawę Tino Sehgala. Na jej potrzeby rotunda została całkowicie "wyczyszczona" - co daje widzom świetną okazję do obcowania także z architekturą. Wystawa, organizowana w ramach obchodów 50-lecia muzeum Guggenheima, składa się z dwóch realizacji. Na parterze można doświadczyć The Kiss, a rampę „zajmuje” This Progress. Więcej o samej wystawie w bardzo lekkiej recenzji NY Times tutaj.
A photo taken on an iPhone shows “The Kiss,” part of Tino Sehgal’s show at the Guggenheim Museum
Zazdroszczę tym, którzy nie mieli do tej pory styczności z Sehgalem. The Kiss po raz pierwszy widziałam na bb4 w 2006 roku kuratorowanym przez Maurizio Cattelana, Massimiliano Gioni i Ali Subotnick. Wchodzących do zrujnowanej kamienicy na Auguststrasse 24/25 widzów Sehgal przenosił w świat bezpowrotnie minionego przepychu.
Sala lustrzana na Auguststrasse 24/25
Na miejsce realizacji swojej pracy wybrał powstałą w 1913 roku za sprawą Fritza Bühlera salę balową, zwaną Bühlers Ballhaus, a po śmierci właściciela w trakcie I Wojny Światowej Clärchens Ballhaus - od imienia wdowy Clary, która prowadziła lokal do 1967 roku. Było to miejsce z wyjątkową, dość skomplikowaną historią, wokół którego narosło niemało mitów. Wiadomo, że częstym gościem był tam fotograf Heinrich Zille, a Otto Dix zaprojektował plakat, który funkcjonuje do dziś, mimo, że miejsce w międzyczasie zmieniło nazwę na Ballhaus Mitte.
Plakat Otto Dixa
Pamiętam jak duże wrażenie zrobiła na mnie mieszanka wiszącej w powietrzu, niewypowiedzianej historii miejsca i tańczącej pary – interpretatorów jak mówi Sehgal. Tak się złożyło, że kiedy weszłam do środka, nie było tam nikogo poza tancerzami. Doświadczyłam całkowicie hipnotycznego wrażenia, mającego w sobie coś z podglądactwa i zmieszania/zawstydzenia. Siadłam w kącie, żeby, co dość zabawne, „nie przeszkadzać”. Czułam się trochę jak intruz, ale jednocześnie częścią większej całości. Mimo, że nie wolno mi było, chciałam zrobić zdjęcie, ale wydawało mi się, że mogę tym zniszczyć tę intymną sytuacje, w której uczestniczyłam. I nie powiem, nie bez znaczenia dla mojego zainteresowania był poziom przystojności tancerza ;) W każdym bądź razie, nagle ów tancerz popatrzył mi w oczy – zabieg dość zrozumiały, bo dzięki niemu wszystkie emocje, które do tej pory opisywałam zostały podniesione do zenitu – a ja zostałam przyłapana na podglądaniu. Ten gest i to spojrzenie sprawiło, że pokryłam się rumieńcem i speszyłam jak 13 latka. Następnego dnia wróciłam, ale czar prysł. Być może było to doświadczenie całkowicie niepowtarzalne. Idąc po raz kolejny wiedziałam też, co mnie czeka. A być może dzień wcześniej miałam szczęście być częścią wyjątkowo intymnego, bo tylko trzyosobowego spektaklu. Swoją drogą tancerz też się zmienił.
Wystawę polecamy, a w międzyczasie krakowian zapraszam do Goldexu Poldexu, gdzie we wtorek, 9 lutego o 19.00 Joanna Warsza poprowadzi wykład połączony z prezentacjami video Nie dla spektaklu – taniec konceptualny i krytyczny. O projektach Xavier le Roy, Jérôme’a Bela, Tino Sehgala, Grand Magazin, Yvonne Rainer.
A do tematu Berlin Biennale jeszcze wrócę.
wtorek, 2 lutego 2010
Potentat komputerowy, Michael S. Dell kupił archiwum agencji Magnum
W połowie grudnia 2009, jak wczoraj podał NY Times, dwie ciężarówki pełne archiwalnych zdjęć zbieranych ponad pół wieku przez agencję Magnum opuściły NYC kierując się w stronę miejscowości Austin w Texasie.
Archiwum agencji Magnum jest jednym z najważniejszych zbiorów fotograficznych 20. wieku. Składa się na nie ponad 180 000 dokładnie opisanych zdjęć. Mark Lubell, obecny dyrektor Magnum, podobno śledził GPSem całą podróż, co do sekundy.
Od momentu założenia w 1947 roku agencji przez Roberta Capa, Henriego Cartier-Bressona, George’a Rodgera, Davida Seymoura i Williama Vandiverta zdjęcia magazynowane były w siedzibie Magnum, która na przestrzeni lat przemieszczała się po Manhattanie. Jednocześnie prowadzono prace nad skanowaniem fotografii w celu przygotowania cyfrowego archiwum, a w związku z postępującą digitalizacją zasobów od 2006 roku mówiło się o sprzedaży zbiorów.
W poprzednim roku, po cichu, archiwum Magnum zostało sprzedane MSD Capital – prywatnej firmie inwestycyjnej należącej do potentata komputerowego Michaela S. Della, która doszła do porozumienia z Harry Ransom Center – imponującej zbiorami biblioteki i jednocześnie archiwum – znajdującym się w Austin na terenie University of Texas. Pierwszy raz zbiory dostępne będą publicznie na tak szeroką skalę.
Dyrektor Ransom Center, Thomas F. Staley, zapowiedział, że planują oni zeskanować wszystkie fotografie (Magnum zdigitalizowało ok. połowy zbiorów), poddać je badaniom historycznym i organizować wystawy skupiające się na fragmentach archiwum.
Ani Magnum, ani MSD nie chcieli komentować transakcji, ani podać kwoty na jaką opiewała – trzeba dodać, że sprzedano odbitki, prawa zostają w agencji i przy fotografach/ich spadkobiercach. NY Times powołując się na anonima mającego wgląd w sytuację podał, że Ransom Center ubezpieczyło kolekcję na ponad 100 milionów dolarów.
Tak jak inne agencje fotograficzne, Magnum w ostatnich latach notowało spadek dochodów – jest to efekt przekwalifikowywania się gazet i magazynów na obieg sieciowy, rozwoju amatorskiej fotografii i jej rosnącej popularności w Internecie. W planach Libella jest przeprowadzenie zmiany, która ma ukierunkować agencję Magnum (obecnie reprezentuje ona 13 spuścizn oraz 51 członków w tym m.in. fotografów takich jak Bruce Davidson, Eve Arnold, Susan Meiselas, Martin Parr i Alec Soth) na rozwój w Internecie, uniezależniając ją od papierowych publikacji, a stawiając na niezależność w dokumentowaniu i przedstawianiu światowych wydarzeń i kreowaniu trendów.
W ramach ciekawostek: najstarsze fotografie z archiwum Magnum pochodzą z czasów przed powstaniem agencji – są to prace Roberta Capa z czasów hiszpańskiej wojny domowej, a ostatnia pochodzi z 1998 roku, kiedy to Magnum przestało używać odbitek do dystrybucji zdjęć.
niedziela, 31 stycznia 2010
End of an Era Damiena Hirsta - od wczoraj w Gagosian Gallery NY
Ostatnie poruszenie w świecie sztuki, Damien Hirst wywołał swoją słynna londyńską aukcją jesienią 2008 roku. “Beautiful Inside My Head Forever” odbyła się tuż przed spektakularnym upadkiem gigantów finansowych Lehman Brothers i oficjalnego ogłoszenia przez wszystkich i wszędzie, że mamy kryzys.
Dwudniowa aukcja przyniosła w sumie 200mln $ i przy okazji pobiła (10-krotnie!) rekord w kategorii aukcji prac jednego artysty, który należał od 1993 roku do Picassa (20mln $ za 88prac). W tym samym czasie odezwały sie glosy krytyki, prace Hirsta porównywano do tandety, a nabywców dziel artysty określano snobami.
Ale, jak mówi stare przysłowie - któż bogatemu zabroni... i właściwie dlaczego, skoro Hirst prowadzi wiernych kolekcjonerów konsekwentnie przez swoją twórczość, dostarczając im kolejnych pragnień w postaci kolejnych prac.
Dowodem na to choćby tytułowe dzieło z nowej wystawy, otwartej wczoraj w Gagosian Gallery : "End of an Era (2009)" - obcięta głowa byka, nawiązanie do "The Golden Calf" całego byka - idola zatopionego w formalinie, sprzedanego jesienią 2008 za 10mln $.
"End of an Era" to rewizja własnych mitów na granicy wanitatywnej refleksji. Dla szczęsliwego posiadacza "The Golden Calf" po prostu coś w rodzaju "must have".


... z bliska...
... i nawiązujące do niej hiperrealistyczne obrazy.
Portrety... portrety najsłynniejszych diamentów świata. Jest wśród nich np. De Beers -czwarty największy, cytrynowy diamentem na świecie (poniżej) i inne kamienie, które z powodu swoich rozmiarów, wyjątkowego światła, czy też niezwyklej urody otrzymały unikatowe imiona.
Każdy z nich ma swoją unikatową historię, towarzyszą jej wielkie emocje, przewijają się przez nią znane historyczne nazwiska. Kiedy ich aktualny właściciel decyduje się na publiczną prezentację - niezależnie od rejonu świata - na wystawę ustawiają się w kolejce tysiące osób pragnących choć raz zobaczyć słynny kamień. Hirst sportretował więc "diamentową śmietankę", celebrytów wśród drogocennych kamieni.
De Beers, olej na płótniePolar Star, uznawany za najpiękniej na świecie oszlifowany biały diament o niezwykłym świetle (stąd nazwa).
Jego pierwszym właścicielem był starszy brat Napoleona Bonaparte - Józef, wielki admirator i kolekcjoner diamentów. Historyczna konieczność zmusiła go niestety do sprzedaży kamienia, który trafił do rosyjskiej księżniczki Tatiany Jusupow. Wkrótce po wybuchu rewolucji, jej brat Feliks (jeden ze spiskowców, którzy zamordowali Rasputina) wywiózł diament do Paryża i tam w 1924 roku sprzedał go u Cartiera. Pominę dalsze perypetie Polar Star, dodam tylko, że dziś jej właścicielem jest anonimowy kolekcjoner z Sir Lanki.
Polar Star, olej na płótnieNa koniec
- coś dla każdego - plakat anonsujący wystawę w Gagosian Gallery, cena: 60$
- coś dla łowców autografów - ten sam plakat w wersji z sygnaturą, cena 275$
piątek, 29 stycznia 2010
Rudi Fuchs by Karel Appel w Van Abbemuseum!
Portret ex-dyrektora Van Abbemuseum, Rudi'ego Fuchsa, namalowany przez Karela Appla powiększył właśnie wspaniałą kolekcję tego muzeum. Appel (1921-2006) namalował obraz w 2005 roku, pod koniec życia, w okresie kiedy eksperymentował z użyciem świetlówek. Ostatnią wolą Appla, po konsultacji z Fuchsem, było to, żeby obraz trafił do muzeum, trzymającego wysoki poziom. W końcu zdecydowano, że będzie to Van Abbemuseum, gdzie Fuchs pełnił funkcję dyrektora od 1975 do 1987 roku, a obecnie można zobaczyć rekonstrukcję wystawy stworzonej przez niego w 1983 kolekcji.
Karel Appel, "Portrait of Rudi Fuchs". Photo: Bram Saeys.
Obecny dyrektor, Charles Esche powiedział prasie, że bardzo cieszy się, że jedno z ostatnich płócien artysty trafiło do kolekcji i że ta praca pokazuje to, jaką wagę ma od lat 80. relacja kurator-artysta. Obaj panowie ściśle współpracowali od lat 80, aż do śmierci Karela. Fuchs pisał o twórczości artysty i zorganizował kilka ważnych wystaw: Karel Appel, Ik wou dat Ik een Vogel was (Karel Appel, I wish I were a bird) – duża retrospektywa w Gemeentemuseum w Hadze w 1990; Karel Appel, Onderweg. Reis van Rudi Fuchs langs de Kunst der Lage Landen (Karel Appel on the road. Journey of Rudi Fuchs through the Art of the Low Countries) w brukselskim Palace of Fine Arts na przełomie 2004-2005.
Portret (200x150 cm) jest jedną z serii prac powstających od 2005 roku, w których Appel wykorzystywał po raz pierwszy w swoich obrazach świetlówki. Oprócz portretu, ta seria zawiera także rzeźbę oraz 8 innych płócien, w tym 5 obrazów o dużym ładunku erotycznym zatytułowanych Love no. 1 - Love no. 5 (ta „miłosna” seria prezentowana była w 2005 roku w Hadze w Gemeentemuseum). Portret Rudi’ego, wcześniej nigdzie nie prezentowany, można będzie oglądać do 21 marca 2010 w ramach wystawy Strange and Close. Ale żeby nie przytłaczać informacjami o tym kiedy indziej.
środa, 27 stycznia 2010
Lichtenstein wypiera Brada Pitta i Angelinę Jolie
Dzisiaj miał być wpis o biżuterii projektowanej przez celebrytów, ale Gośka stwierdziła że to obciach, więc nie będzie - rzeczywiście pierścionki i naszyjniki projektowane przez Angelinę Jolie i Brada Pitta nie stanowią szczytu dobrego smaku, więc może dobrze, że was to ominie.
Obiecuję jednak, że jeśli zgodnie z zapowiedziami prasy w Emiratach Arabskich Karl Lagerfeld i Victoria Beckham zaprojektują hotel w Dubaju - pokażemy wam ich architektoniczne fantazje, ewentualnie koszmary.
Swoją drogą jeśli celebryci nie powściągną swoich ambicji artystycznych będzie pewnie trzeba stworzyć nową etykietkę na blogu. Przezornie nazwę ją chyba "tasteless celeb".
Ale nie uprzedzajmy faktów, choć zatrzymamy się dziś na chwilę w miejscu, które przez wielu może być już uznane granicą dobrego smaku.
Oto artystyczne konsekwencje fascynacji klasycznym malarstwem starych mistrzów, tematem utraty niewinności i... dwuletnich studiów z zakresu historii sztuki i literatury na Uniwersytecie w Yale.
Jessica Lichtenstein (bez żadnych koneksji z TYM Lichtensteinem) i jej nowe prace prezentowane właśnie w nowojorskiej Gallery Nine5 .







Gdybyście mieli wątpliwości bez czego nie może żyć Jessica Lichtenstein zdradzę wam tajemnicę, którą artystka zdradziła w prasowym wywiadzie: nie może żyć bez sexu (!)
wtorek, 26 stycznia 2010
Uwaga! Picasso i śliskie podłogi
Nowojorskie Metropolitan Museum of Art ma problem... nie tylko z śliskimi podłogami ;)
Polska i zagraniczna prasa rozpisywała się o iście allenowskim wydarzeniu. W niedzielę muzeum podało, że w miniony piątek, miłośniczka sztuki uczestnicząca w kursie historii sztuki potknęła się i upadła nieszczęśliwie na jeden z pierwszych obrazów okresu różowego Picassa Aktor. 15 centymetrowe rozdarcie w rogu płótna powstało w ten sposób po 105 latach od daty stworzenia obrazu. Na szczęście zniszczenie nie jest bardzo poważne, a obraz zostanie poddany konserwacji. Muzeum liczy na to, że po naprawie uszkodzenie będzie niezauważalne.
Picasso, Aktor, 1904-05, Metropolitan Museum of Art
To naprawdę pech! Mogła upaść na tyle prac, w końcu Met ma ogromne i bogate zbiory! Jednak zgodnie z prawem Murphy'ego padło na Picassa, któremu to właśnie muzeum poświęca obszerną wystawę w kwietniu tego roku (otwarcie 27 kwietnia 2010, info tu).
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Stypednia Fundacji Roberta Boscha
Właśnie ogłoszony został program stypendialny Fundacji Roberta Boscha przeznaczony dla twórców kultury.
Warto składać podania - 12 menadżerów kultury z Europy Środkowo- i Południowowschodniej zostanie zaproszonych do udziału w odbywającym się w Niemczech trzynastomiesięcznym programie szkoleniowym z dziedziny zarządzania kulturą (początek 1 października 2010).
Celami programu jest prezentowanie kulturowej różnorodności swojego kraju poprzez realizację projektów z udziałem młodych przedstawicieli sceny artystycznej. Stypendyści pracować będą w instytucjach goszczących na terenie całych Niemiec (z wyjątkiem Berlina), posiadających doświadczenie we współpracy międzynarodowej w zakresie kultury i sztuki oraz pragnących pogłębić kontakty z Europą Środkowo- i Południowowschodnią. Elementem programu będą także szkolenia dotyczące planowania projektów, pracy zespołowej, gromadzenia funduszy, kontaktów z prasą oraz działań PR, jak również marketingu kultury.
Profil kandydatów:
- doświadczenie w prowadzeniu projektów lub doświadczenie zawodowe w zakresie zarządzania kulturą
- miejsce zamieszkania w Europie Środkowo- i Południowowschodniej
- kontakty z młodymi reprezentantami środowisk kultury i sztuki
- dobra znajomość języka niemieckiego
- ukończone studia wyższe
- ponadprzeciętne zaangażowanie w wykonywaną pracę i samodzielność
Program zapewnia sporo:
- miesięczne stypendium w wysokości 1000 Euro
- zwrot kosztów podróży do Niemiec oraz dojazdu na seminaria
- ubezpieczenie
- dodatkowe wsparcie finansowe w ramach stypendium oraz po powrocie na rynek pracy w kraju pochodzenia
- seminarium wprowadzające w październiku 2010 r., regularne seminaria i szkolenia w czasie trwania stypendium
- kontakty z przedstawicielami polityki zagranicznej i kulturowej oraz z uczestnikami innych projektów Fundacji Roberta Boscha
Zgłoszeń można dokonywać w języku niemieckim do dnia 14 marca 2010 r., wyłącznie online, za pomocą strony www.moe-kulturmanager.de
Powodzenia!
Kronika: Ostoya, Smandek, Kowalski
Fotorelację z sobotniego, potrójnego wernisażu w bytomskiej Kronice zaczynam od debiutu, albo od zderzenia z meteorytem - co właściwie, w tym szczególnym wypadku, wychodzi na jedno ...
... debiutuje Michał Smandek, kuratoruje Staszek Ruksza.
Projekt DISCOVERY - na zdjęciu powyżej i dwóch poniżej tylko jego fragment, reszta do zobaczenia i odkrycia w Kronice (do 27 marca)

Potrójny wernisaż uświetnił koncert - gra zespól jednoosobowy - Brudne Dzieci Sida w składzie: Grzegorz "Patyczak" Kmita.
Publiczność szaleje pod sceną (nie widać) z tylu spokojniej (widać),
na zdjęciu poniżej można rozpoznać między innymi: Staszka Rukszę, Tomka Kowalskiego, Agatę Biskup i Pawła Kulczyńskiego.
"Patyczak" zaczyna...
... rozkręcać publiczność...
... publiczność powoli się rozkęca...
... szybciej rozkręca się sam "Patyczak"...
... co raz bardziej ...
... jeszcze bardziej...
... i wreszcie sam dobrze rozkręcony ląduje u stóp...
... również rozkręconego Dawida Radziszewskiego, obecnego tego wieczoru w Kronice jako współkuratora projektu Tomka Kowalskiego: Meeting room_04 POKAZ.
Zdjęć prac składających się na projekt Tomka nie będzie (niestety straszny tłum w Meeting roomie), jest za to wśród publiczności sam Kowalski z Agnieszką Polską, obok Agata Biskup.
Na pocieszenie: projekt POKAZ do oglądania (i słuchania) w Kronice przez caly 2010 rok.
W trakcie koncertu trwającego na drugim pietrze, spokojnie można było porozmawiać, obejrzeć i poczytać wystawę Anki Ostoyi „Od a do ∞” , której punktem wyjścia jest korespondencja pomiędzy Albertem Einsteinem i Zygmuntem Freudem opublikowana przez Ligę Narodów w 1933 roku.
Jak widać poniżej, widzowie korzystali z chwili intymności kontemplując sztukę i nie tylko...
czwartek, 21 stycznia 2010
Pierwsze newsy o Biennale w Wenecji 2011
Wczoraj The Art Newspaper podało pierwsze informacje związane z weneckim biennale 2011. Francję, po Claude Lévêque (2009), Sophie Calle (2007) i Annette Messager (2005), reprezentować będzie Christian Boltanski, którego kuratorować będzie Jean-Hubert Martin, były dyrektor Centre Pompidou w Paryżu i Kunsthalle Bern.
Christian Boltanski
Islandię reprezentować będzie natomiast duet Libia Castro i Ólafur Ólafsson (poznali się w 1997 roku i od tego czasu pracują razem), a w zeszłym roku wygrali Dutch Prix de Rome za wspólny film o lobbystach z UE pt. Lobbyists.
poniedziałek, 18 stycznia 2010
sobota, 16 stycznia 2010
Za co kochamy Europę?
Trwa międzynarodowy konkurs na najlepszy plakat promujący Dzień Europy. Jury do finałowej dziesiątki zakwalifikowało 10 projektów - w tym momencie na prowadzeniu polska artystka Maria Mileńko, studentka poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych z wynikiem 81714 punktów. A poniżej jej projekt.
W konkursie "I love Europe" - jak informuje za TOK FM Gazeta - chodziło o pokazanie jak bardzo uczestnicy czują się związani z Europą i co się im w niej podoba. Marii Mileńko podoba się mix kulturowy stąd na plakacie motyw koktajlu z dopiskiem "Mój ulubiony miks. Ludzie. Miejsca. Kultury." Wygląda to całkiem nieźle, smacznie i optymistycznie.
Gdyby konkurs zorganizowano pod hasłem: "Co mi się w Europie NIE podoba?" można by szybko zmienić kształt szklanki na butelkę i pokazać, że ten kontynentalny mix potrafi być łatwopalny niczym pewien znany koktail o zdecydowanie negatywnych konotacjach. Więc jeszcze jeden plus za uniwersalizm.
Druga propozycja w rankingu: Elizabeth Rodríguez González z Hiszpanii ( 75117 punktów).
Zupełnie nie wiem dlaczego tak wysoko? te kropeczki, zawijaski, nutki i serduszka nie przemawiają do mnie w ogóle. Trudno, patrząc na ten plakat odpowiedzieć dlaczego kochamy Europę - jedyna odpowiedź, która przychodzi mi na myśl jest związana z przemysłem tekstylnym - plakat utrzymany jest przecież w kolorystyce obowiązującej w sezonie jesień 2009/zima2010 w modzie (fiolety, zielenie.. - H&M i ZARA w całej Europie proponuje to samo i oto mamy skutki...).
Dalej pozycja trzecia: Diana Jung z Portugalii, punktów 69196. Te ciapki wzruszają, myślę, że moglibyśmy kochać Europę za takie kolorowe ciapki, zwłaszcza że Polska jest czerwona i w kształcie serca... Urocze!
Oczywiście ciapkom (inaczej: plaskom) mówimy NIE, zwłaszcza że Europa jest na tej plaskatej mapie zdecydowanie niekompletna, a Czechy i Słowacja występują jako jedna plama. 2 z geografii, -4 za plastyki (za dobre chęci - jak to pedagodzy mawiają w podstawówce).
Kolejna propozycja: Vincent Bodin- tym razem z Francji Saint André de Cubzac- miejsce 8, punktów 15676.
Nie podoba nam się zamiłowanie artysty do gadżetów. Po za tym takie stare tenisówki.. to nie może przejść w Brukseli.
Na koniec projekt Niemki Theresy Schoell, miejsce 8, punktów jak dotąd 16810. Hmm.. Coś dla kibiców piłki i dla klubów robótek ręcznych. Szydełkowanie jak metafora łączenia narodów. Odpada.
Inne propozycje plakatów znajdziecie TU, możecie też sami głosować, najlepiej z klucza patriotycznego, bo ten gwarantuje chyba tym razem niezły wybór.
Na koniec dwie ciekawostki.
Pierwsza: 9 maja pojawi się w na całym kontynencie plakat, który zdobędzie pierwszą nagrodę, tego dnia obchodzimy Dzień Europy, jeśli kiedyś stanie się on dniem wolnym od pracy mamy szansę wygrać jeszcze jeden ranking - na najdłuższy weekend w EU.
Jesteśmy za.
Druga: Jeśli macie wątpliwości na kogo głosować w konkursie koniecznie zajrzyjcie na bloga Marii Mileńko, naszej finalistki - jej zdjęcie w złotym bolerku i bluzce w panterkę powinno was przekonać :)





