piątek, 30 stycznia 2009

Pozytywne wzorce

Podczas gdy u nas właśnie tnie się wydatki w ministerstwach, w tym na kulturę, w Niemczech, Francji i Izraelu rządy przeznaczają dodatkowe środki mające ratować z problemów finansowych w kulturze.


Natalia LL, Sztuka konsumpcyjna,1972

We Francji Ministerstwo Kultury przeznaczyło na kulturę dodatkowe 100 milionów euro. Warto dodać, że jego roczny budżet w 2009 roku wynosi 2,9 miliarda euro!

W Niemczech budżet na kulturę został zwiększony o 3,5% i sięga teraz kwoty 1.14 miliarda euro. Bernd Neumann, niemiecki minister kultury przedstawił też dane statystyczne mówiące o wzroście niemieckiego budżetu kulturalnego od 2005 roku o ponad 20%! Żeby było jeszcze bardziej depresyjnie, do federalnego budżetu trzeba dodać wszystkie wydatki landów co w sumie daje kwotę ok. 7 miliarda euro rocznie!

czwartek, 29 stycznia 2009

Rozwiązanie zagadki pewnej okładki

Ot i cala tajemnica…



... napisał Wojtek Doroszuk i przesłał mi materiały źródłowe inspiracji dla okładki, którą zaprojektował do „Krótkiej historii Grupy Ładnie”, o której pisałam wczoraj.


I jeszcze zoom..


Teraz wszystko już wiemy.

środa, 28 stycznia 2009

Ładnie na gorąco

Waśnie wróciłam z Bunkra Sztuki, gdzie dziś premierę miała książka Magdaleny Drągowskiej, Ewy Tatar i Dominika Kuryłka „Krótka historia Grupy Ładnie”. Tytuł jest nieco przewrotny, biorąc pod uwagę gabaryty książki – wygląda jak solidny podręcznik do grupy ładnie, a nie krotka historia.



Autorzy na początek mówili o założeniach tomu wspominając, że ma on charakter performatywny (Ewa) i że widzą ją trochę jako wystawę (Dominik). Przyznali też, że im więcej materiału o grupie, tym bardziej (w miarę czytania) jej obraz się rozmywa.

Mimo tej deklaracji, po ilości materiału (książkę mam od 2 godzin – jeszcze nie czytałam) sądzę, że temat został tu wyczerpująco opisany i dogłębnie omówiony (liczne wywiady, z różnymi osobami, bardziej lub mniej z grupą związanymi, zebrane w rozdziale pod tytułem „Subiektywne historie grupy ładnie” zaczynają się na stronie 211 i kończą na 370!)

Co jest poza tym w książce przeczytacie sami, ja mogę wam już teraz powiedzieć czego w książce nie ma (a do czego autorzy przyznali się na spotkaniu).

Do „Krótkiej historii…” wywiadu nie udzieliła Joanna Rajkowska (uznała, że krakowski okres jej życia i twórczości został zamknięty i nie chce do niego wracać), Marcin Świetlicki ( na propozycję rozmowy odpowiedział radykalnym NIE), nie wypowiadają się też w książce jak to określili autorzy „mityczne dziewczyny” grupy ładnie (nie chciały) oraz Galeria Zderzak (po długich negocjacjach odmówiła), Adam Szymczyk (nie chciał rozmawiać o grupie jako całości, tylko o Wilhelmie Sasnalu) i Paulina Olowska (też nie chciała wypowiadać się o grupie, tylko o Rafale Bujnowskim, z którym przygotowała w „mitycznym” okresie wystawę Marzenia Prowincjonalnej Dziewczyny, Sopot, 2000).

Na spotkaniu uderzyło mnie i przestraszyło (o tym za chwile) jak bardzo historia (towarzyska, co często podkreślają często sami członkowie grupy ładnie) sprzed kilku lat może ulec podniosłej mitologizacji, jak to, co było życiem i zdarzeniem, a czasem tylko żartem, zaczyna być nagle omawiane z niezwykłą powagą i akademickim zacięciem. I bynajmniej nie chodzi tu o krytykę takiego podejścia, ale o refleksję nad przemijaniem... Jak w znanej Wam na pewno piosence: „czas zapierdala, czyja wina, czyja wina?”
Na pocieszenie podśpiewuje sobie inny fragment tej samej piosenki: „kiedy czas goni, rozwaga obroni, pomaga, odsłoni nowe rozwiązania namysłu chwila…” Tego wam również życzę i zabieram się do czytania.

A, jeszcze jedna uwaga – na temat okładki (projekt: Wojtek Doroszuk).
Okładka pozostaje dla mnie zagadką!
O co chodzi z tym bokserem? Co go łączy z grupą ładnie? Niestety nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. Czyżbym szukała aluzji zbyt głęboko? A może po prostu chodzi o to, że okładka jest bardzo ŁADNA…

czwartek, 15 stycznia 2009

Galerii strategie na przetrwania kryzysu

Na zagranicznych blogach o sztuce (i nie tylko o sztuce, i nie tylko na blogach, także w prasie) toczy się gorąca dyskusja o tym, w jaki sposób galerie mogą przetrwać kryzys. Pomysłów jest pewnie tyle, co galerii, ale wyróżnia się kilka trendów w strategiach.

Koncepcja wyprzedaży, przecen i rabatów ma wielu swoich fanów. Klienci są tak bardzo przyzwyczajeni do przecen bożonarodzeniowych, w innych branżach, że zaakceptowali je w również na rynku sztuki. Niestety, to mogła być skuteczna inicjatywa (czy była nie wiadomo) na kilka miesięcy. Wykorzystana w okresie świątecznym i poświątecznym, kiedy w witrynach nowojorskich galerii pojawiły się wielkie napisy SALE, powtórzona w kolejnych miesiącach oznaczałaby desperację.. A desperacja jak wszystkim wiadomo najlepszą strategią marketingową nie jest.



Kolejny pomysł to cięcie kosztów. Największe koszty zagranicznych galerii, jak wynika z dyskusji, są generowane przez dobrą lokalizację przestrzeni wystawienniczej i targi. Dobra lokalizacja to oczywiście Nowy York. Większość uważa, że należy się szybko rozstać z tym miastem, bo „miasto, które nigdy nie śpi”, właśnie zasypia..
Najmodniejsze kryzysowe destynacje to Pekin i Berlin
. Nie bardzo wiem jak można by to przełożyć na polskie realia, ale Berlin jest blisko..
Jeśli chodzi o targi, to absolutnie nikt nie mówi, w każdym razie głośno, o rezygnowania z obecności galerii na nich. Wygląda na to, że mimo smutnych i niepokojących doświadczeń z ostatniej edycji Art Basel Miami Beach, wszyscy w targi wierzą.
Oszczędzać, zmieniać lokalizację, obniżać ceny, dawać rabaty, ale obowiązkowo być obecnym na kolejnych targach, z tym wydają się zgadzać wszyscy dyskutujący. Jest wiara - jest nadzieja.

Pojawiają się też głosy nawołujące do konsolidacji i zawierania finansowych sojuszy międzygaleryjnych oraz podpisywania przez galerie długoterminowych umów stypendialno-handlowych z artystami (na nieco innych zasadach niż w okresie koniunktury, z akcentem na słowo „przetrwanie”, a nie „zysk”).

Strategie dobra rzecz, ale już dziś w USA mówi się otwarcie o tym, że część galerii musi zniknąć. Czasy pozbawionych zaplecza intelektualnego, eleganckich butików ze sztuką, przechodzą do historii.

piątek, 9 stycznia 2009

Foto z wernisażu INNYCH BAJEK

Voila!
więcej o wystawie można przeczytać na naszej stronie









środa, 7 stycznia 2009

//INNE BAJKI/ //

Zapraszamy DZIŚ o 19.00 na wernisaż naszej wystawy INNE BAJKI


/INNE BAJKI/ Agata Biskup, Wojtek Bąkowski, Przemek Czepurko,Paweł Duczmal, Tomek Siwiński, Honza Zamojski


Pawilon Wyspiański 2000, pl. Wszystkich Świętych 2

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Chce poznać tego człowieka, czyli kariera Leni Riefenstahl

Kilka miesięcy temu Wydawnictwo Dolnośląskie wypuściło książka Stevena Bacha o Leni Riefenstahl. Gdyby Święta właśnie nie minęły byłby to doskonały prezent gwiazdkowy ;)
W każdym razie lektura jest wciągająca, a opis pełnego wzlotów i upadków, stuletniego życiorysu kontrowersyjnej niemieckiej artystki intryguje niczym dobra fabuła.

Chce poznać tego człowieka - te słowa Leni pojawiają się niczym mantra w pierwszej części książki Bacha i zawsze oznaczając kolejny krok do przodu w jej karierze.
Riefenstahl, od wczesnej młodości, z niezwykłym wyczuciem dobierała protektorów, czyniąc ich kochankami, współpracownikami i sponsorami swoich odważnych projektów filmowych.


Wygląda na to, że instynkt zawiódł ją tylko jeden raz, kiedy nawiązała wieloznacznie interpretowaną relację z Hitlerem. Pomyłka okazała się fatalna w skutkach. Żywotność, niezwykły urok osobisty i sexapil, którym emanowała, według relacji świadków, jeszcze w wieku 90 lat, pozwolił jej rozwinąć skrzydła przy pomyślnym wietrze i właściwie uratował ją, kiedy w 1945 roku w historii Europy nastąpił zwrot, którego zupełnie nie przewidziała.


Drogę na szczyt Leni, rozpoczęła jako nastolatka od marzeń o zawodzie tancerki. Mieszkała wtedy w berlińskiej czynszówce. Koneksje towarzyskie i szczęśliwe zbiegi okoliczności, dość szybko zaprowadziła ją na pierwsze strony gazet. Była celebrytką, chociaż jej talent sceniczny spotkał się ze skrajnymi recenzjami.


Mimo to sprytne manipulacje fragmentami artykułów (pomijanie krytyki…) i wpływowi przyjaciele otworzyli przed nią drzwi studia filmowego. Zdolności aktorskie narcystycznej artystki pozostawiały wiele do życzenia, jednak niedostatki warsztatu nadrabiała brakiem skrupułów. W swojej pierwszej roli na dużym ekranie wystąpiła nago. W późniejszych latach nigdy nie przyznała się do udziału w tej, nieznanej obecnie z tytułu produkcji, mimo że do dziś w niemieckich archiwach przetrwały jej fragmenty. Bach wykorzystał je zresztą jako materiał ilustracyjny swej książki.

Strategię pomijania i przemilczania niechlubnej przeszłości, Leni będzie stosować przez całe życie, ze szczególnym uporem w ciężkich dla niej czasach po upadku nazistów, z którymi nawiązała bardzo owocną dla siebie współpracę.


W karierze aktorskiej, dość niespodziewanie atutem Riefenstahl okazał się nie talent dramatyczny, lecz sprawność fizyczna. Prawdziwą popularność i sławę przyniosły jej filmy górskie. Ich nieskomplikowaną fabułę przyćmiewały wspaniałe zdjęcia przyrody i eksperymentalne ujęcia brawurowych wyczynów wspinaczy i narciarzy. To była dla Leni cenna lekcja, sama będzie kręcić filmy inaczej, ale wykorzysta wszystkie możliwe triki, które odkryli twórcy tego gatunku.

Najdynamiczniejszy moment w życiu Leni – lata współpracy z władcami Trzeciej Rzeszy, Bach opisuje bardzo skrupulatnie, więcej miejsca poświęcając jednak merytorycznym kwestiom pracy i produkcji jej największych dzieł filmowych, czyli „Zwycięstwa wiary” „Tryumfu woli” i „Olimpii”, niż jak to zwykle bywa, spekulacjom i plotkom na temat intymnych związków z Hitlerem i Gobbelsem. Wymienione tytuły przyniosły Leni rozgłos, ale ich propagandowy charakter gloryfikujący Hitlera i jego reżim sprawił, że ostracyzm towarzyski i zawodowy w Europie i Ameryce niemalże całkowicie złamał artystce karierę.

W czasie II wojny światowej realizowała „Niziny” - najdroższą produkcję w dziejach kinematografii niemieckiej korzystając z funduszy prywatnych Hitlera, statystów wybierała z pośród więźniów obozów nie przejmując się ich dalszym losem, nazwiska współpracowników pochodzenia żydowskiego znikały z czołówek jej filmów, a należne im gaże nigdy nie były wypłacane. Cel uświęcał środki.

Lata tłuste skończyły się dla Riefenstahl wraz z upadkiem Niemiec. Relacjonując losy reżyserki po wojnie, autor książki podkreśla jej determinację w trudnej walce o odzyskanie dobrego imienia i prawa do wykonywania zawodu. Leni opisana piórem Stevena Bacha prezentuje typową dla wielu Niemców po II wojnie światowej postawę „niewinności przez niewiedzę”, autor dowodzi na podstawie dokumentów i relacji świadków, że artystka nie cofała się przed kłamstwem i składaniem fałszywych zeznań oraz pomijaniem faktów by wybielić swoją przeszłość, odzyskać utracone materiały filmowe z czasów wojny i wrócić do pracy.

Demony przeszłości będą ścigać artystkę aż do śmierci, uniemożliwiając jej realizację kolejnych projektów, Hollywood nigdy nie zapomni o jej przeszłości, co ze złością będzie nazywać „żydowskim spiskiem”.
Nowe możliwości otworzy przed nią dopiero Afryka. Tam od 1962 do 1977 roku zrealizuje fotografie, które w wieku 75 lat wrócą jej światową popularność.


Książka Bacha przynosi przekonujący obraz życia Leni Riefenstah. Utalentowanej i jednocześnie bezwzględnej artystki, nie znoszącej kompromisów w kwestiach zawodowych, zdolnej zrealizować swoje wizje artystyczne za każdą ceną. Efektem tej bezwzględności są pionierskie dokonania filmowe, ogromny wpływ na kino XX wieku i pogrążona w cieniu złej sławy postać samej Riefenstah.