środa, 4 czerwca 2008

When Luc Tuymans met Wilhelm Sasnal

W warszawskiej Zachęcie została otwarta wystawa Luca Tuymansa „Idź i patrz”. Za kilka dni znajdziecie u nas wybór kilkunastu prac belgijskiego artysty sfotografowanych na wernisażu, a dziś przypominamy materiał z lutowego numeru ArtReview pt.: „When Luc Tuymans met Wilhelm Sasnal”.

Photo: Alex Salinas

Ewelina Rosińska przygotowała dla ART AKTUALIÓW tłumaczenie fragmentów rozmowy Tuymansa i Sasnala.

Jednym z ważniejszych tematów, w rozmowie Sasnala z Tuymansem jest odbioru ich twórczości przez publiczność i krytyków:

WS: W moim przypadku, nieporozumienia zdarzają się najczęściej, jeśli wszystko[malarstwo Sasnala, przyp.red] jest wkładane w kontekst komunizmu. Co jest bzdurą. Oto polski artysta, wystawia w Europie, musi odnosić się do kwestii komunizmu. Ale ja, nie muszę. Sztuka nie “odnosi się” do niczego. Jest o zadawaniu pytań i a nie o dostawaniu odpowiedzi.

LT: Właśnie. Życie jest w zasadzie polityką, ale w galerii nie wieszasz słów „sztuka” i „polityka” na ścianie. Dzieło sztuki powinno mieć więcej niż jeden kierunek interpretacji. Nie może służyć jako element zjednujący, lub poświadczający coś. Nie jest ważne, aby przekonywać ludzi, ludzie muszą sami przekonywać siebie, powinni patrzeć własnymi oczami[…]

Artyści rozmawiają też o stosunku do własnych obrazów - w trakcie pracy i kiedy są już ukończone:

WS: Wiesz od samego początku jak będzie wyglądać obraz, który zaczynasz malować?

LT: Tak. Nigdy niczego nie wymyślam. Kiedy zaczynam prace, planuje ją, nakładam najpierw najjaśniejszą farbę. Format mam w głowie, wiec przybijam (do ściany przyp. red.) trochę większe płótno. Następnie od razu w mokrej farbie robię rysunek docelowej wielkości. Potem go wymazuje i zaczynam malować. Drobne fragmenty mogą się zmienić o milimetr czy centymetr, ale sam format nigdy się nie zmienia. Kiedy obraz jest gotowy, kiedy skończy się dzień, maluje krawędzie na biało żeby go podkreślić. […]


LT: Początek tworzenia obrazu to dla mnie udręka, jestem zdenerwowany. Dzień wcześniej przygotowuję się. Przychodzę do studia i pewnym momencie obraz się wyłania i łączy w całość, to jest przyjemność. Wtedy możesz zobaczyć rzeczy, których nikt inny nie widzi. Najważniejszą rzeczą w obrazie są właśnie te niuanse. Każdy obraz ma swoje słabe momenty i punkty przełomowe[…]

WS: Jestem sceptyczny wobec mistrzów malarstwa. Nie mogłem patrzeć na stare obrazy po tym jak skończyłem szkołę. Trzy lata nie chodziłem do muzeów i chciałem je wszystkie spalić. Ale jakoś sobie z tym poradziłem i nabrałem dystansu.

LT: Jak widzisz, nie mam tutaj [w domu T. przyp. red.] żadnych obrazów, ponieważ nie znoszę konfrontacji z moimi dziełami. Widzę tylko błędy. Nie mam z tym problemu w muzeum, ale kiedy jestem u kolekcjonerów, siadam tyłem do własnego obrazu.

WS: Kiedyś poszedłem do domu, gdzie były moje obrazy. Nie czułem nic, poza obojętnością, nie były już moje.

LT: Chciałbym kiedyś pójść na wystawę własnych dzieł i spojrzeć na nie z pespektywy innego człowieka.

WS: Nigdy nie zostawiasz własnych obrazów dla siebie?

LT: Nie jest to mądre, ale nie mogę. Nie mógłbym mieć własnych obrazów w domu. Nie jestem fetyszystą, po prostu nie mogę.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

oh jak ty kochasz tego wilego!

Patrycja Musiał pisze...

piszemy nie oh tylko OCH ;)

Flex pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.