środa, 5 marca 2008

Szampon miodowy



Rafał Bujnowski pokazał mi ostatnio prace Alego Osmana. Jest to berliński artysta pochodzenia arabskiego, który został zaproszony przez niego i Artiego Grabowskiego do Krakowa, gdzie wykonał serię graffiti.

Ali nie ma w zasadzie żadnego kontaktu z kulturą arabską. Nie zna nawet języka. Okazuje się, że styka się z nią najczęściej w... łazience, kiedy czyta etykiety na kosmetykach swojej dziewczyny. Postanowił nawiązać do klisz kulturowych związanych z negatywnym postrzeganiem tego co arabskie, jakie nasiliły się po ataku na WTC. Seria graffiti wykonana jest w języku arabskim – są to napisy zaczerpnięte ze wspominanych etykiet, m.in. krem na dzień, krem na noc, aspiryna 10 tabletek czy szampon miodowy. Z naszej, europejskiej perspektywy napisy w języku arabskim na ważnych strategicznie obiektach, takich jak mosty, ronda, budynki przemysłowe mogą sprawiać wrażenie niepokojącego „oznakowania”. Z perspektywy osób znających język arabski są po prostu zabawną grą ze stereotypami.

Rozmawialiśmy też o ostatnich plakatach Petera Fussa. Na pozór są to podobne projekty. Doszliśmy jednak do wniosku, że prace Fussa są zbyt grzeczne, a przez wybór słów „miłość” i „pokój” może nawet zbyt patetyczne. Nie kojarzą się z dotychczasową subwersywną działalnością Fussa. Jego projekt, nie jest zły, ale, jak zauważył Rafał, mógłby być odebrany jako rządowa kampania na rzecz szerzenia tolerancji w Polsce.




Kadr z filmu Krem na dzień, krem na noc, który prezentowany
był na wystawie Stan zagrożenia w Norymberdze.


(zdjęcie pracy Petera Fussa)

4 komentarze:

e pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Anonimowy pisze...

Świetny projekt!
Co do Waszej dyskusji dziwi mnie stawianie zarzutu, że "prace Fussa są zbyt grzeczne". Ja uważam, że projekt jest świetny i ostry w swej wymowie. Nawet jako kampania rządowa. To, że jako taka mógłby być użyty nie pomniejsza dla mnie jego wartości.
BTW, super blog!!!

Małgorzata Mleczko pisze...

Niestety blog jest formą wymagającą skrótów myślowych. Ale skoro zostałam wywołana do odpowiedzi wyjaśnię szerzej co miałam na myśli. Sądzę, że dobra sztuka ma w sobie element niedopowiedzenia, który artysta pozostawia dla nas, widzów. Dzięki temu sami w pewnym sensie włączamy się w dzieło sztuki. Każdy ma inne poglądy, problemy i to rzutuje na odczytanie projektu - pojawiają się różne możliwości interpretacji i to jest wg. mnie dużą siłą sztuki. U Alego projekt ma kilka możliwych "odczytań",a ten Fussa jest trochę za mocno dopowiedziany, ale ciągle jest poprawny.
Pozdr.

Anonimowy pisze...

tak coś intuicyjnie myślałem, że te grafitti na kazimierzu i podgórzu nie są takimi sobie wybrykami plastycznymi na murach... dzięki za info.pozdr