Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lipca 2012

Powstaje europejska mapa kryzysu kultury

Tak, tak ... "Gazeta" razem z brytyjskim "The Guardian" i innymi europejskimi dziennikami tworzy mapę kulturalnych strat na Starym Kontynencie. Możecie się dołaczyć i informować o zamykanych galeriach, klubach, kinach, świetlicach, odwołanych koncertach, premierach...
Żeby dołączyć do akcji wystarczy napisać o takich stratach w waszej okolicy na adres: mapa_strat@agora.pl


Informacja ta pojawiła sie na portalu "Gazety" przy okazji tekstu o zamknięciu działającej od 1991 roku Galerii Manhattan... więc Łodzianie mogą chyba już pisać o jej zamknięciu włączając się do mapowania kulturalnego kryzysu, a wy możecie o szczegółach tej smutnej sprawy dowiedzieć się więcej z wywiadu Doroty Jareckiej z założycielką łódzkiej galerii Krystyną Potocką-Suwalską tu.

piątek, 20 kwietnia 2012

KRYZYS - WE WŁOSZECH PŁONĄ OBRAZY

Dyrektor włoskiego muzeum w Neapolu Antonio Manfredi, zdobył się na desperacki krok, zaczął palić obrazy z kolekcji swojej placówki. Manfredi grozi, że w każdym kolejnym tygodniu ogień strawi kolejne trzy eksponaty. A wszystko to w proteście przeciwko cięciom dotacji dla kultury.

Fot. Franco Castano AP za portalem www.tokfm.pl


Na portalu Tok.fm możemy przeczytać:
"Autorem pierwszego spalonego dzieła był francuski artysta Severine Bourguignon, który całkowicie poparł akcję dyrektora placówki, a swoje płonące dzieło oglądał online. - Stwierdził , że jego praca została poświęcona w słusznej sprawie - donosi BBC"

"Ta akcja ma otworzyć politykom oczy - tłumaczy Antonio Manfredi - Chcemy w ten sposób pokazać, że każdy z tysiąca obrazów, który wystawiamy w naszym muzeum czeka właśnie taki los, jeśli nie dostaniemy pieniędzy na działalność.

Więcej szczegółów i zdjęć, a każe materiał BBC znajdziecie pod linkiem powyżej.

Co myślicie o takiej akcji? Komentując wydarzenie Monika Małkiewicz zwraca uwagę, że ta forma protestu ma swoje fatalne tradycje w historii. To prawda, ale robotnicy kultury są dziś naprawdę zdesperowani...
Link

wtorek, 10 stycznia 2012

Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie - reset, czy restart?

Od budowy muzeum nie ma odwrotu - mówił w lipcu 2011 wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz, o planowanej dla MSN inwestycji i projekcie Christiana Kereza na pl. Defilad.

Dziś warszawska Wyborcza w dużym tekście Iwony Szpali i Dariusza Bartoszewicza poświęconym rozwojowi sytuacji wokół budowy nowego budynku (o ile można mówić tu o rozwoju) opisuje nowy pomysł urzędników na siedzibę MSN.

"Ratusz przygotowuje już wariant awaryjny. Chce tymczasowo ulokować muzeum na 4,3 tys. m kw. salonu Emilia. Jest przestronny, ma solidną konstrukcję. Mieszczą się w niej duże gabaryty: meblościanki, wersalki. Czyli zmieszczą się też nowoczesne instalacje. Stropy powinny wytrzymać. - Sprawę traktuję bardzo poważnie - zapewnia Wojciechowicz."


Tymczasowa siedziba Muzeum znajduje się przy Pańskiej 3, na tyłach wspomnianego pawilonu Emilia, gdzie dziś funkcjonuje sklep meblowy.

Wariant awaryjny to wg. Jacka Wojciechowicza konieczność spowodowana niewywiązywaniem się Kereza z umowy - o współpracy z architektem wiceprezydent mówi: "Jeśli dojdzie do rozstania, to z winy pana Kereza, który nie wywiązuje się ze zobowiązań. Jesteśmy jak klient, który zamówił garnitur, przyszedł na przymiarkę, ale okazało się, że krawiec nawet nie zdjął miary."

Trochę inne światło rzuca na sprawę fakt, że ratusz nie ma praw do całości gruntu pod planowanym muzeum - trudno myśleć o rozpoczęciu budowy bez rozwiązania kwestii własności, a ta jest o tyle skomplikowana, że przedwojenni właściciele domagają się zadośćuczynienia za kilka tysięcy metrów kwadratowych, a miasto chce zapłacić za 300 m kw., bo więcej pod muzeum nie potrzebuje - wobec tego właściciele odmawiają zgody na niekorzystne dla siebie rozwiązanie.

Cała sprawa ma też swój kontekst polityczny, decyzję o budowie zapadła gdy rządziła ekipa PiS, i teraz podobno PO niechętnie spogląda na inwestycje, co tłumaczyło by opieszałość urzędników w rozwiązywania kwestii własności działki na pl. Defilad i pomysły awaryjne.

Sprawa rozwiązania, czy też kontynuowania współpracy z Kerezem ma ostatecznie rozstrzygnąć się do końca stycznia tego roku.

wtorek, 28 września 2010

AWARIA, czyli atrakcje Podziemi pod Rynkiem Głównym

Jeszcze w lipcu pisałam o kontrowersjach i szaleńczym tempie przygotowań do otwarcia multimedialnego muzeum pod płytą Rynku Głównego w Krakowie.
24 września spektakularne iluminacje Sukiennic towarzyszyły wejściu pierwszych zwiedzających (były tłumy).

Fot. Michał Łepecki Gazetą Wyborczą


Na dole, szczęśliwcy którym udało się odebrać darmowe wejściówki, po szumnych obietnicach, mogli doznać - delikatnie mówiąc - lekkiego rozczarowania.

Tym którzy wybierają się by zobaczyć najnowszą krakowską atrakcję turystyczną, spieszę donieść:
niestety nie działa:
1. komputerowo generowane błoto! (mój faworyt)
2. interaktywna mapa, która w zależności od tego, gdzie postawi się stopę, emitować ma odgłosy morskich fal, górskiego wiatru czy hejnał. :D
3. wirtualny strażnik
4. projekcja płonących chat
5. ekrany dotykowe (jeden z nich miał pozwalać na wykopanie wirtualnych przedmiotów z piasku)
6. projektory (wyświetlają filmy przeprowadzające przez kolejne części ekspozycji)
7. olbrzymi, 180-calowy ekran
8. nagłośnienie - nikt jeszcze nie słyszał ścieżki dźwiękowej Biosphere, skomponowanej specjalnie dla krakowskiego muzeum.

Fot. Michał Łepecki Gazetą Wyborczą


Na pocieszenie: działa trójwymiarowy ekran - niestety nie dostarczono jeszcze okularów, które umożliwiają oglądanie w 3D...

O tym, że do kompletu nieszczęść i usterek w Podziemiach dołączyła już cieknąca fontanna można przeczytać w GW:
"W piątek - w dniu uroczystego otwarcia muzeum - system nie zadziałał i jeszcze w poniedziałek nie wiadomo było, co właściwie jest przyczyną usterki."

niedziela, 26 września 2010

Cecylia na 365 drzewie

Akcja Cecylii Malik "365 drzew" szeroko znana, więc nie będę się tu rozpisywać: artykuły w prasie, okładka sobotnich Wysokich Obcasów, mnóstwo fanów na fb...

Poniżej zdjęcia pod finałowym dębem pod Collegium Novum, jeśli ktoś chciałby zobaczyć Cecylię na dębie to klikmy tu

chwila dla reporterów ;)

gratulacje od znajomych i nieznajomych


Test mikrofonu, Cecylia zaprasza na afterparty do Pauzy (zaraz) i Bomby (późniejszą porą)

Pamiątkowa fotka z Tomkiem z krakowskiego KBFu, które wspomagało finałową akcję Cecylii.

piątek, 9 lipca 2010

Podziemia pod Ryniem Głównym - czyli świetlnych szaleńst w Krakowie cz II

Dziś, przy kawie, wśród znajomych pojawił się temat podziemi pod Rynkiem Głównym w Krakowie. Miałam ochotę napisać o tej nowej propozycji dla turystów już od jakiegoś czasu - właściwie od Nocy Muzeów, kiedy wpuszczono tam po raz pierwszy (jednorazowo zwiedzających i dziennikarzy.

Jak się okazało, ta kolejna nowa, krakowska inicjatywa, realizowana za jedyne 42 mln PLN (to nie jest pomyłka: CZTERDZIEŚCI DWA MILIONY) nie jest zbyt dobrze znana nie tylko osobom spoza KRK, ale też samym mieszkańcom miasta, więc na początek kilka zdjęć poglądowych.
Przypominam, gdyby ktoś patrząc zapomniał, to są podziemia muzealne odsłaniające zachowane średniowieczne zabytki oraz obiekty archeologiczne.


Szalone światła - przypomina to trochę wejście do klubu, ew. kolorystyką fontannę na Pl. Szczepańskim ;)


Tutaj pojawia się skojarzenie z planem filmu SF...



Nie jestem przekonana, czy średniowieczny kościany grzebień (chyba jest to grzebień...) wymaga tyle błękitnego światła - ale kto wie, może wymaga? Być może zresztą jest to tylko wizualizacja grzebienia w 3D??


O burzy, która przetaczała/przetacza się nad podziemiami można sobie poczytać tu: Rozmach, z jakim powstaje ekspozycja, niepokoi środowisko krakowskich muzealników i historyków sztuki skupionych wokół Społecznego Komitetu Ratowania Zabytków Krakowa.

Ja się wcale nie dziwię, że niepokoi - mnie też. Nie jestem za skansenami w stylu krakowskiego Muzeum Archeologicznego (w czołówce najbardziej niemrawych placówek muzealnych w KRK), ale zaczynam się co raz bardziej bać nowoczesności w wydaniu krakowskim.

Podziemia zostaną otwarte już we wrześniu.

czwartek, 10 czerwca 2010

Nowy koszmar w Krakowie

Kilkanaście dni temu zmaterializował się w centrum Krakowa kolejny koszmar. Chodzi oczywiście o remontowany przez dwa lata Plac Szczepański.
Dziś okazało się, że po za naszym miastem realizacja nie jest jeszcze dobrze znana, więc wrzucam kilka poglądowych zdjęć z Gazety Wyborczej.
Wokół placu oczywiście burza - teksty można przeczytać min. tu i tu.




Fontanna...


Ławki... (jedyna zalet: nie są kamienne, tak jak urocze "katafalki" na płycie Rynku Głównego)


I hit turystyczny - fontanna nocą



Wiem, wiem... Trudno uwierzyć, ale to prawda :)

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Ulica Smoleńsk w Lampie

Z siostrami Malik, realizatorkami projektu Smoleńsk 22/8, rozmawia Beata Seweryn - "Lampa" 4/2010


BEATA SEWERYN: Ile macie teraz na koncie mandatów?
JUSTYNA KOEKE: Udało nam się działać bez mandatów, ale mamy Sąd Grodzki....
więcej czytaj TU

zapraszam do lektury

środa, 7 kwietnia 2010

Materka w Tygodniku Powszechnym

Zazwyczaj nasze milczenie na blogu zbiega się z okresem wzmożonej pracy w wiadomej fundacji - patrz logo po lewej ;)

Tym razem pochłonęło nas zamknięcie projektu Smoleńsk 22/8 i kolejne wnioski. Wczoraj o 3 w nocy wypuściłyśmy w świat grube koperty, które dziś wylądowały instytucji właściwej ;)


Bartek Materka, Bracia, 2009, 200x200 cm, olej na płótnie

Tymczasem, tuż przed zamknięciem wystawy "Klatka" Bartka Materki w krakowskim Bunkrze Sztuki zapraszam do Tygodnika Powszechnego, w którym znajdziecie recenzję niżej podpisanej.

piątek, 19 marca 2010

Ulica smoleńsk 22/8 - można swój los przyjąć w milczeniu, można go skomentować

Można go skomentować naprawdę donośnie. Zwłaszcza jeśli chodzi o wymuszoną astronomicznym czynszem narzuconym przez nowego właściciela kamienicy, wyprowadzkę całej rodziny z mieszkania po 30 latach.
Jak to zrobić konkretnie, pokazały wczoraj Justyna Koeke i Cecylia Malik otwierającym spektakularnym performensem wernisaż projektu Ulica Smoleńsk 22/8 (więcej o projekcie na stronie No Localu).

Punktualnie o 14.00 dziewczyny pojawiły się na balkonie swojego rodzinnego mieszkania...

Na ulicy, pod kamienicą zebrał się spory tłum, widzowie, mieszkańcy okolicznych domów, dziennikarze, policja, ochrona i gęstniejąca z każdą chwilą grupa przypadkowych przechodniów.
Z okien wychylali się sąsiedzi.

Justynę i Cecylię ledwie widać. Z balkonu zaczynają wylatywać pierwsze przedmioty, drobiazgi - malowniczo szybują w powietrzu i lądują na bruku.

Po kilku minutach do akcji wchodzi cięższy kaliber. Wylatują meble, na pierwszy ogień idzie szafa z zawartością - przypadkowi ludzie są zaskoczeni...

...dziennikarze rozpoczynają polowanie na najlepsze ujęcia.


Porządku, z kamiennymi minami, pilnują dwaj ochroniarze - zamówieni na wszelki wypadek, przyjeżdża te też policja.

W powietrzu kołują kartki papieru, które wypadly z szuflady wyrzuconej komody. Ludzie z kamienicy na przeciw patrzą zafascynowani - na przemian rozlegają się okrzyki przerażenia i brawa - szczególnie przy cięższych przedmiotach, jak szafa z zawartością którą dziewczyny wynoszą z mieszkania same, przechylają przez balustradę i ...


i wszystko w drzazgi...
następna jest rama łóżka...

Wszyscy zadzierają głowy (min. Janek Sowa i Marcin Galent - w środku) fotografują, filmują zastanawiając się co zaraz spadnie z góry ...


leci sztaluga - w końcu mieszkanie opuszcza rodzina artystów...

Po 20 minutach wszystko cichnie, nic więcej nie wyleci z mieszkania Smoleńsk 22/8, na ulicy kolorowa mozaika, ludzie stoją jeszcze kilka minut zahipnotyzowani sytuacją. Cecylia woła i zaprasza wszystkich by przyszli na górę, rekomendując widok z balkonu.
Wbiegam po schodach, drzwi otwiera mi wycieńczona Justyna, w mieszkaniu atmosfera emocji i napięcia powoli opada. Ludzie wchodzą na 4 piętro by zobaczyć wystawę i oczywiście widok na ulicę...

Po zakończonym performensie rozpoczyna się systematyczne przeglądanie wyrzuconych dóbr

Cecylia schodzi na ulicę i od tej chwili, przez kilkadziesiąt minut jest oblegana przez media (poniżej i powyżej)


Justyna rozmawia z Bartkiem Materką, który filmował sytuację na ulicy, rejestrując przy okazji komentarze popierających akcję mieszkańców, których również czeka wkrótce wyprowadzka z kamienicy.

Poszukiwacze skarbów nadal buszują, zabierają kasety, zabawki, maskotki...

i oczywiście książki - niektórzy zagłębiają się w nowej lekturze natychmiast, jeszcze na ulicy.

Fotografowanie i przeszukiwanie wyrzuconego dobytku - szperacza fotografuje Beata Seweryn.


Policja odjeżdża, tłum znika... Czekamy teraz na zamówioną ekipę, która zabierze wszystkie wyrzucone z mieszkania rzeczy.


Korzystamy z okazji - z balkonu wyleciał też materac, więc urządzamy sobie mały pilnik na ulicy, oddaje aparat Justynie i tym razem jestem po drugiej stronie obiektywu.

piątek, 12 marca 2010

Koniec klopotów Annie Leibovitz ?

Jakiś czas temu wiele pisało się o problemach finansowych Annie Leibovitz, fotografce groziła utrata dorobku całego życia - nieruchomości i co gorsza, praw autorskich do wszystkich wykonanych fotografii. Jej długi sięgnęły milionów dolarów.


Skąd te kłopoty jednej z najbardziej znanych i kosztownych fotografek na świecie?
Prasa twierdzi, że długi artystki rosły systematycznie od 2004 roku, kiedy to zmarła jej ukochana - Susan Sontag, a Lebovitz popadła w depresję.

Problemy finansowe zaczęły się dość niewinnie od zdjęć dla „Vanity Fair, gdzie Leibovitz wykorzystała wizerunki postaci z bajek Walta Disneya. W bardzo udanej sesji wzięły udział same sławy: Scarlett Johansson, Beyonce, Julianne Moore, David Beckham i Jessica Biel. Disneya zażądał 400tys odszkodowania, ale dla budżetu Leibovitz nie była to przecież miażdżąca kwota.
Jednak nieszczęścia chodzą jak wiadomo stadami. Prawdziwym kłopotem okazała się nietrafiona inwestycja na rynku nieruchomości, a dokładnie zakup na kredyt kamienicy w NY - w trakcie jej remontu uszkodzeniu uległy sąsiednie budynki, w sumie wymagało to ok 10 mln dolarów dodatkowych pieniędzy.
W tym samym czasie okazalo się też, że Leibovitz nie placi firmie oświetleniowej z której uslug korzysta, to byly kolejne setki tysięcy dolarów i groźba procesu sądowego. Zrobilo się gorąco, a media podgrzewały jeszcze atmosferę sensacji.

W obliczu kłopotów artystka wykonała desperacki krok, zaciągnęła kredyt - 24mln dolarów pod zastaw praw autorskich do swoich wszystkich zdjęć (także tych jeszcze nie wykonanych) - nie spłacenie wierzytelności oznaczało ich utratę.

Na szcęście po dlugich rozmowach Leibovitz z Colony Capital LLC (prywatna firma inwestycyjan) wsparla artystkę która dzięki temu zachowa prawa do swojego portfolio. Colony Capital LLC stalo się jej jedynym wierzycielem i na mocy umowy podpisanej na początku tego tygodnia deklarując pomoc w spalcie 24mln dolarów długu fotografik.
Oby nie byla to kolejan fatalna decyzja i wpadka z deszczu pod rynnę, w końcu Colony Capital LLC nie wygląda wcale na firmę charytatywną...

czwartek, 4 marca 2010

Norwedzy na rezydencji w Warszawie - czyli artyści kontra polska rzeczywistość

Obiecałam dziś relację z otwarcia wystawy Galerii Szarej w Cieszynie, ale zdjęcia trafią na bloga dopiero jutro, więc zaglądnijcie wieczorem, żeby zobaczyć foto z wernisażu Przemka Czepurko i koncertu Romka Dziadkiewicza - obaj zaprezentowali naprawdę mocny repertuar.

Dziś natomiast, zaintrygowała mnie relacja na portalu policyjni.pl - "Bolesne spotkanie norweskich artystów z polską policją" - rzućcie okiem, wieje grozą...

środa, 17 lutego 2010

"Mamy kłopot z kłopotem"

"Mamy kłopot z kłopotem" to cytat z tekstu "Urzędasy, bez serc, bez ducha" Agnieszki Graff, który okazał się jakiś czas temu w Gazecie Wyborczej. Większość z was, zainteresowanych tematem NGO-sów, ma już pewnie jego lekturę za sobą.
Agnieszka Graff celnie diagnozuje problemy organizacji pozarządowych i zagrożenia przed nimi stające. Ale padają też ostre słowa o tym, że działając w trzecim sektorze sprowadzamy sami siebie do trybików w machinie neoliberalizmu.
Proponowane przez autorkę panaceum na tę sytuację czyli, upolitycznienie działań wszystkich NGO - sów jest dla mnie jednak dyskusyjnym i co najmniej niepełnym rozwiązaniem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że tekst Graff został przez GW zredagowany i skrócony, otrzymał też krzykliwy tytuł nie pochodzący od autorki. Być może nie wszystkie jego intencje są więc przedstawione w artykule wystarczająco jasno i obszernie.

Prowadząc Fundację No Local, która jest przecież organizację NGO, doskonale czujemy presję systemu, o której pisze autorka, zaciekle bronimy się przed robieniem "usługówki" i mam nadzieje, że daleko nam do bycia "urzędaskami", nie cierpimy też na szczęście na utratę ducha i serca. Ale podobno lepiej zapobiegać niż leczyć więc, z uwagą przyglądam się dyskusji wywołanej przez Graff.

Kolejnym jej etapem było spotkanie zorganizowane przez Fundację im. Stefana Batorego. Jeśli sami działacie/ prowadzicie NGO i chcecie sprawdzić, czy cierpicie już na grantozę to warto przejrzeć relację "Rozum sponsorowany", która ostatnio pojawiła się na portalu ngo.pl

wtorek, 26 stycznia 2010

Uwaga! Picasso i śliskie podłogi

Nowojorskie Metropolitan Museum of Art ma problem... nie tylko z śliskimi podłogami ;)

Polska i zagraniczna prasa rozpisywała się o iście allenowskim wydarzeniu. W niedzielę muzeum podało, że w miniony piątek, miłośniczka sztuki uczestnicząca w kursie historii sztuki potknęła się i upadła nieszczęśliwie na jeden z pierwszych obrazów okresu różowego Picassa Aktor. 15 centymetrowe rozdarcie w rogu płótna powstało w ten sposób po 105 latach od daty stworzenia obrazu. Na szczęście zniszczenie nie jest bardzo poważne, a obraz zostanie poddany konserwacji. Muzeum liczy na to, że po naprawie uszkodzenie będzie niezauważalne.


Picasso, Aktor, 1904-05, Metropolitan Museum of Art

To naprawdę pech! Mogła upaść na tyle prac, w końcu Met ma ogromne i bogate zbiory! Jednak zgodnie z prawem Murphy'ego padło na Picassa, któremu to właśnie muzeum poświęca obszerną wystawę w kwietniu tego roku (otwarcie 27 kwietnia 2010, info tu).

sobota, 16 stycznia 2010

Za co kochamy Europę?

Trwa międzynarodowy konkurs na najlepszy plakat promujący Dzień Europy. Jury do finałowej dziesiątki zakwalifikowało 10 projektów - w tym momencie na prowadzeniu polska artystka Maria Mileńko, studentka poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych z wynikiem 81714 punktów. A poniżej jej projekt.




W konkursie "I love Europe" - jak informuje za TOK FM Gazeta - chodziło o pokazanie jak bardzo uczestnicy czują się związani z Europą i co się im w niej podoba. Marii Mileńko podoba się mix kulturowy stąd na plakacie motyw koktajlu z dopiskiem "Mój ulubiony miks. Ludzie. Miejsca. Kultury." Wygląda to całkiem nieźle, smacznie i optymistycznie.

Gdyby konkurs zorganizowano pod hasłem: "Co mi się w Europie NIE podoba?" można by szybko zmienić kształt szklanki na butelkę i pokazać, że ten kontynentalny mix potrafi być łatwopalny niczym pewien znany koktail o zdecydowanie negatywnych konotacjach. Więc jeszcze jeden plus za uniwersalizm.

Druga propozycja w rankingu: Elizabeth Rodríguez González z Hiszpanii ( 75117 punktów).
Zupełnie nie wiem dlaczego tak wysoko? te kropeczki, zawijaski, nutki i serduszka nie przemawiają do mnie w ogóle. Trudno, patrząc na ten plakat odpowiedzieć dlaczego kochamy Europę - jedyna odpowiedź, która przychodzi mi na myśl jest związana z przemysłem tekstylnym - plakat utrzymany jest przecież w kolorystyce obowiązującej w sezonie jesień 2009/zima2010 w modzie (fiolety, zielenie.. - H&M i ZARA w całej Europie proponuje to samo i oto mamy skutki...).



Dalej pozycja trzecia: Diana Jung z Portugalii, punktów 69196. Te ciapki wzruszają, myślę, że moglibyśmy kochać Europę za takie kolorowe ciapki, zwłaszcza że Polska jest czerwona i w kształcie serca... Urocze!
Oczywiście ciapkom (inaczej: plaskom) mówimy NIE, zwłaszcza że Europa jest na tej plaskatej mapie zdecydowanie niekompletna, a Czechy i Słowacja występują jako jedna plama. 2 z geografii, -4 za plastyki (za dobre chęci - jak to pedagodzy mawiają w podstawówce).


Kolejna propozycja: Vincent Bodin- tym razem z Francji Saint André de Cubzac- miejsce 8, punktów 15676.
Nie podoba nam się zamiłowanie artysty do gadżetów. Po za tym takie stare tenisówki.. to nie może przejść w Brukseli.


Na koniec projekt Niemki Theresy Schoell, miejsce 8, punktów jak dotąd 16810. Hmm.. Coś dla kibiców piłki i dla klubów robótek ręcznych. Szydełkowanie jak metafora łączenia narodów. Odpada.



Inne propozycje plakatów znajdziecie TU, możecie też sami głosować, najlepiej z klucza patriotycznego, bo ten gwarantuje chyba tym razem niezły wybór.

Na koniec dwie ciekawostki.

Pierwsza: 9 maja pojawi się w na całym kontynencie plakat, który zdobędzie pierwszą nagrodę, tego dnia obchodzimy Dzień Europy, jeśli kiedyś stanie się on dniem wolnym od pracy mamy szansę wygrać jeszcze jeden ranking - na najdłuższy weekend w EU.
Jesteśmy za.

Druga: Jeśli macie wątpliwości na kogo głosować w konkursie koniecznie zajrzyjcie na bloga Marii Mileńko, naszej finalistki - jej zdjęcie w złotym bolerku i bluzce w panterkę powinno was przekonać :)