Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogólne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogólne. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 sierpnia 2012

Letnie radości, czyli Festival of Colors 2012

W ramach wakacyjnych rozrywek hiszpański Festival of Colors 2012 na zdjęciach Thomasa Hawka, więcej zdjęć znajdziecie tu.







poniedziałek, 26 marca 2012

JOANNNA RAJKOWSKA - APEL

Sprawa jest ważna, więc mimo tego że wiadomość dotarła przez facebooka kilka dni temu, postanowiłam ją umieścić na blogu. Poniżej oryginalna wiadomość od Joanny Rajkowskiej.

Drodzy,
Nie jestem facebookowcem, ale tym razem postanowiłam napisać do was ozywając siły facebooka. Nasza 9-miesieczna córeczka, Rosa, ma nowotwór obu oczu - retinoblastome.
Na razie żyjemy w przekonaniu, ze po 6 cyklach chemioterapii Rosa będzie miała operacje laserem, albo radioterapie w Londynie, gdzie tego rodzaju leczenie jest lepsze w prywatnym sektorze. Kosztuje ok 20 tys. funtów. Skierowano nas tam w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, wiec im ufamy.
Rosa ma już konto w Fundacji Aby zyc. Jakby co, kierujcie 1%. Jeśli guzy jakimś cudem znikną z jej oczu po chemioterapii, co jest mało prawdopodobne i nie wydamy pieniędzy na końcową operacje, odeślemy Wam kasę, albo pójdzie na innego dzieciaka w Fundacji.
Dowiemy się wszystkiego 18/19 kwietnia, kiedy okuliści zbadają ja po raz kolejny, po 2 chemii.
Piszcie gdybyście wiedzieli o jakiś tajemnicach leczenia albo innych ważnych sprawach dotyczących dziecięcego raka oczu. Chcemy ja uratować.
Poniżej instrukcja obsługi konta.

Całujemy Was mocno,Rajka, Andrew i Roza

Fundacja Aby żyć ul. Mogilska 4031-546 KRAKÓW
Deutsche Bank PBC S.A. 88 1910 1048 2101 0290 5873 0006
przelew tytułem: "darowizna na pomoc medyczną dla Rosy Dixon"lub przekazać 1% podatku dla:Fundacja Aby żyć ul. Mogilska 40 31-546 KRAKÓW
KRS 0000276006 (podaje się tylko nr KRS - 10 cyfr z dopiskiem na deklaracji PIT "darowizna na pomoc medyczną dla Rosy Dixon")

Wasza Rajka

wtorek, 7 lutego 2012

Koncentracja na kulturze nie gaśnie.. w Berlinie ;)

Dzisiaj optymistyczna wiadomość, niestety nie krajowa. Niemcy zapewniają, że mimo trudnych gospodarczo czasów ich koncentracja na kulturze nie gaśnie - nie tylko zapewniają ( bo to znane jest i nam), ale działają i uchwalają, zwiększają (!) budżet na kulturę.


Mimo kryzysu, w styczniu władze niemieckie zatwierdziły powiększenie budżetu na kulturę w Berlinie. Kwota wzrosła z 362 mln EUR w roku obecnym do 366 mln euro w 2013 roku. Oczywiście obejmuje ona różne aktywności kulturalne, jednak zdecydowano, że z dodatkowej puli część zostanie przeznaczona dla współczesnej sztuki; na finansowanie projektów w galeriach, przestrzeniach niezależnych i muzeach.

Wyślijmy tam może nasze komisje budżetowe na warsztaty jakieś, wymianę dobrych praktyk, wyjazd integracyjno - edukacyjny, albo chociaż intensywny seans hipnozy..

wtorek, 6 grudnia 2011

UWAGA NA KULTURĘ! :D

Chwilowa przerwa trochę nam się przedłużyła. Przy ostatnim wpisie, we wrześniu, testowałam jakieś nowe wersje graficzne bloga i to co widzieliście przez ostatnie miesiące (dwa) było efektem tych fatalnych eksperymentów. Trudno było na to patrzyć, sama po prostu nie mogłam. Ale teraz mamy nową wersję graficzną, też jest trochę pokraczna, ale przynajmniej jest tu trochę życia, będziemy ulepszać na nowym interfejsie.

Z pewną nieśmiałością deklaruję, że blog wraca do życia.

Dziś wrzucam coś z kampanii promocyjnej Krajowego Programu Kulturalnego kończącej się już Polskiej Prezydencji w UE. Pod linkiem znajdziecie szczegółowo opisane cele kampanii i spot telewizyjny..

Nawet jeśli widzieliście, to żal nie zarchiwizować takiego cacka :)


piątek, 12 lutego 2010

Thea Djordjadze

Drugą berlińską fascynacją rozwiniętą dzięki 5. Berlin Biennale jest twórczość Thei Djordjadze. Piszę o tym, bo jutro - to jest w sobotę, 13 lutego o 19.00 w FGF otwarcie, długo oczekiwanej przeze mnie, jej indywidualnej wystawy.

Może przyjmę zbyt osobisty ton, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia, a jedno ze zdjęć jej pracy z Neue Nationalgalerie od dwóch lat widnieje na pulpicie mojego laptopa. Kilka razy próbowałam je nawet zmienić, ale jak na razie nie potrafię ;)


Thea Djordjadze, Neue Nationalgalerie, fot. M.Mleczko

W blogowym skrócie:

Jej prace często balansują pomiędzy abstrakcją, a reprezentacją. Na pierwszy rzut oka wydają się mocno wyabstrahowane, kiedy tak naprawdę są dobrze osadzone w rzeczywistości i teorii. Geometryczne, zimne formy z niemal poetyckim wyczuciem przełamywane są używanym przez nią materiałem - któremu, jak sama mówi nie raz się poddaje. Każdy szczegół to mała całostka (ensemble), będąca częścią otwartej całości. Wielka perfekcjonistka. Ale najbardziej lubię u niej element, nazwijmy to świadomego błędu w skrypcie.

Dla mnie jej prace są doskonałe w swojej niedoskonałości!



Thea Djordjadze, Neue Nationalgalerie, fot. M.Mleczko

Modernizujące, mocne, geometryczne formy, nawiązujące do architektury Neue Nationalgalerie rozbijane są organicznymi elementami, gipsowymi formami (stworzyła coś na kształt wystawy w wystawie). Długo byłam zaskoczona jak, analityczna i mocno nawiązująca do modernizmu artystka z tak wielką wrażliwością używa miększych form. Kiedy jednak dowiedziałam się, że przez wiele lat była asystentką Rosemarie Trockel stało się to jasne. A tym bardziej mój podziw dla niej wzrósł - w końcu nie jest to zbyt łatwe, pracując z mocną osobowością, stworzyć tak wyrazisty, własny sposób wypowiedzi artystycznej.


Thea Djordjadze, Neue Nationalgalerie, fot. M.Mleczko


Thea Djordjadze, Neue Nationalgalerie, fot. M.Mleczko


Thea Djordjadze, Neue Nationalgalerie, fot. M.Mleczko


Thea Djordjadze, Neue Nationalgalerie, fot. M.Mleczko

czwartek, 11 lutego 2010

Podglądactwo, 5 Berlin Biennale i Kohei Yoshiyuki

Wracając do wspomnień z Berlina, o których pisałam już w poprzednim poście, chcę napisać o dwóch poważnych fascynacjach, które zrodziły się u mnie po 5. Berlin Biennale kuratorowanym przez Adama Szymczyka i Elenę Filipovic.

Dziś pierwsza, znowu związana z berlińskim podglądactwem ;). Mam na myśli fotografie Kohei Yoshiyuki z lat 70., które prezentowane były w Kunst-Werke. The Park to cykl 54. czarno-białych zdjęć, robionych w podczerwieni nocą, w tokijskich parkach kochankom i towarzyszącym im voyeurystom. Żeby cykl miał szansę zaistnieć, Kohei musiał przeniknąć do fotografowanego środowiska i zdobyć ich zaufanie, stając się jednym z podglądaczy.


Kohei Yoshiyuki, from the series The Park, Gelatin Silver Print, 1971

Niektóre ze zdjęć są dość ostre. Dodatkowo nie mają one charakteru suchego reportażu - są pełne emocji fotografa, ale i voyeurystów. W pierwszym momencie wywołały konsternację - wrażenie, którego dawno w sztukach wizualnych nie czułam. Pomyślałam, że jak dla mnie, tabu zostało przekroczone - że artysta niejako wbrew mojej woli sprawił, że poczułam się jedną z podglądaczek, naruszających czyjąś prywatność. Dość szybko przyszła jednak refleksja i świadomość zderzenia z odmienną od europejskiej - kulturą japońską. W pierwszym momencie zachowałam się jak klasyczna biała, zbulwersowana europejka. Po chwili uświadomiłam sobie, że w ogóle nie mam prawa być niczym zbulwersowana, bo tak na prawdę na fotografiach nic zdrożnego nie ma, a sami uczestnicy zdarzeń raczej nie mieli nic przeciwko byciu obserwowanym ;)


Kohei Yoshiyuki, from the series The Park, Gelatin Silver Print, 1971


Kohei Yoshiyuki, from the series The Park, Gelatin Silver Print, 1971

Nie dość, że nic zdrożnego w nich nie ma, to same fotografie - ich kontrast, ziarno, dynamika i liryczność razem - dają zachwycający efekt. W zasadzie odchodząc od nich zastanawiałam się, czy to naprawdę miało miejsce, postaci i sytuacje były realne, czy całość to sprawna reżyseria Yoshiyukiego.

Całe to zamieszanie jakie powstało na kilka krótkich chwil w mojej głowie, ten absurdalny tok myślowy, który starałam się tu przywołać, uświadomienie sobie, że wpadłam w schematy myślowe, których na co dzień jestem świadoma i ich skutecznie unikam - bezcenne!

A przytaczane przez kuratorów porównanie cyklu Yoshiyukiego do twórczości Weegeego jest jak najbardziej trafne.


Kohei Yoshiyuki, from the series The Park, Gelatin Silver Print, 1971

O drugiej fascynacji, jutro.

środa, 10 lutego 2010

Kij i marchewka

Przeglądając stronę ngo.pl natknęłam się na fascynujące szkolenie. Myślę, że wszystkim freenalcerom i samo-zatrudnionym działającym w kulturze mogłoby się przydać ;)

19 lutego w godzinach od 17.30 do 22.00, Zespół Szkół nr 68, ul. Hoża 11/15 w Warszawie.

Nie mogę wręcz uwierzyć, że nie dam rady na nie dotrzeć do Warszawy - szczęśliwcy, którzy mają tak blisko i mogą! To doprawdy pech, że jedziemy w ten, a nie przeszły piątek. Dobra cena - za jedyne 100 PLN masz wyjątkową okazję poznać najnowszą technikę zaawansowanego zarządzania sobą. Nie zastanawiaj się zbyt długą, dołącz! Ilość miejsc ograniczona.

Serwis duchowy.pl i ks. Andrzej Sikorski zapraszają na warsztaty rozwoju osobistego: Kij i marchewka, zaawansowane narzędzia zarządzania sobą, które odbędą się 19 lutego 2010 w Warszawie.

Prowadzącym jest wybitna postać Konrad Milewski - autor cieszącej się wielkim powodzeniem książki "Niebo na Ziemi", coach i mentor, który zarządza przez charyzmatyczne przywództwo.

Polecamy zapoznanie się z pełnym ogłoszeniem pod tym linkiem. Naprawdę warto. Organizatorzy udowadniają w nim, że się nie lenią i naprawdę dobrze zarządzają sobą - poza suchymi informacjami, można przeczytać też komentarze szczęśliwców, którzy w warsztatach brali już udział.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Nazistowskie grabierze i dzieła sztuki (George Grosz, Camille Pissarro)

W USA prasa komentuje dwa przypadki związane z roszczeniami wobec prac Grosza i Pissarra.

Niedawno nowojorski sąd oddalił pozew spadkobierców (bliżej nam nie znanych) George'a Grosza wystosowany wobec Museum of Modern Art (MoMA). Wnioskowali w nim o oddanie trzech prac - Portrait of the Poet Max Hermann-Neisse (with Cognac Glass) z 1927, Self-portrait with a Model z 1928 i Republican Automatons z 1920, które rzekomo zostały zagrabione przez nazistów w latach 30. Po analizie ich skomplikowanej historii, MoMA zaprzeczyła, by te dzieła zakupione do jej kolekcji między 1946 a 1954, pojawiły się na rynku w efekcie nazistowskich grabieży.


George Grosz's "Portrait of the Poet Max Herrmann-Neisse" (1927)

Druga sprawa dotyczy, leciwego już mieszkańca San Diego, który sądzi się z rządem Hiszpanii o prawo do obrazu Pissarra Rue Saint Honoré—Afternoon, Rain Effect z 1897 roku. Jak twierdzi 88 letni Claude Cassirer, płótno zostało odebrany jego babce przez nazistowskiego marszanda, kiedy uciekała ona z Niemiec w 1939 roku. Uznawany za zaginiony, rzeczony obraz Pissarra pojawił się na rynku w 1976 roku i został zakupiony przez Barona Thyssena. W 1993 roku przeszedł on na własność rządu hiszpańskiego razem z częścią kolekcji Thyssen-Bornemisza i znajduje się od tego czasu w Madrycie w Muzeum Thyssen-Bornemisza. Sprawa jest dość skomplikowana bo pan Claude Cassirer chce się sądzić w USA (walka o to trwa już od 2005 roku) - to raz, a dwa w 1958 roku, kiedy pracę uznano za zaginioną, jego babcia, Lilly, dostała rekompensatę od niemieckiego rządu w wysokości 120,000 marek (61,300 euro).


Camille Pissarro, Rue St. Honore: Afternoon, Rain Effects, 1897

Zainteresowani mogą przeczytać więcej pod dwoma linkami: Grosz - tu, a Pissarro - tu i tu.

wtorek, 2 lutego 2010

Potentat komputerowy, Michael S. Dell kupił archiwum agencji Magnum

W połowie grudnia 2009, jak wczoraj podał NY Times, dwie ciężarówki pełne archiwalnych zdjęć zbieranych ponad pół wieku przez agencję Magnum opuściły NYC kierując się w stronę miejscowości Austin w Texasie.

Archiwum agencji Magnum jest jednym z najważniejszych zbiorów fotograficznych 20. wieku. Składa się na nie ponad 180 000 dokładnie opisanych zdjęć. Mark Lubell, obecny dyrektor Magnum, podobno śledził GPSem całą podróż, co do sekundy.



Od momentu założenia w 1947 roku agencji przez Roberta Capa, Henriego Cartier-Bressona, George’a Rodgera, Davida Seymoura i Williama Vandiverta zdjęcia magazynowane były w siedzibie Magnum, która na przestrzeni lat przemieszczała się po Manhattanie. Jednocześnie prowadzono prace nad skanowaniem fotografii w celu przygotowania cyfrowego archiwum, a w związku z postępującą digitalizacją zasobów od 2006 roku mówiło się o sprzedaży zbiorów.

W poprzednim roku, po cichu, archiwum Magnum zostało sprzedane MSD Capital – prywatnej firmie inwestycyjnej należącej do potentata komputerowego Michaela S. Della, która doszła do porozumienia z Harry Ransom Center – imponującej zbiorami biblioteki i jednocześnie archiwum – znajdującym się w Austin na terenie University of Texas. Pierwszy raz zbiory dostępne będą publicznie na tak szeroką skalę.

Dyrektor Ransom Center, Thomas F. Staley, zapowiedział, że planują oni zeskanować wszystkie fotografie (Magnum zdigitalizowało ok. połowy zbiorów), poddać je badaniom historycznym i organizować wystawy skupiające się na fragmentach archiwum.

Ani Magnum, ani MSD nie chcieli komentować transakcji, ani podać kwoty na jaką opiewała – trzeba dodać, że sprzedano odbitki, prawa zostają w agencji i przy fotografach/ich spadkobiercach. NY Times powołując się na anonima mającego wgląd w sytuację podał, że Ransom Center ubezpieczyło kolekcję na ponad 100 milionów dolarów.

Tak jak inne agencje fotograficzne, Magnum w ostatnich latach notowało spadek dochodów – jest to efekt przekwalifikowywania się gazet i magazynów na obieg sieciowy, rozwoju amatorskiej fotografii i jej rosnącej popularności w Internecie. W planach Libella jest przeprowadzenie zmiany, która ma ukierunkować agencję Magnum (obecnie reprezentuje ona 13 spuścizn oraz 51 członków w tym m.in. fotografów takich jak Bruce Davidson, Eve Arnold, Susan Meiselas, Martin Parr i Alec Soth) na rozwój w Internecie, uniezależniając ją od papierowych publikacji, a stawiając na niezależność w dokumentowaniu i przedstawianiu światowych wydarzeń i kreowaniu trendów.

W ramach ciekawostek: najstarsze fotografie z archiwum Magnum pochodzą z czasów przed powstaniem agencji – są to prace Roberta Capa z czasów hiszpańskiej wojny domowej, a ostatnia pochodzi z 1998 roku, kiedy to Magnum przestało używać odbitek do dystrybucji zdjęć.

piątek, 29 stycznia 2010

Rudi Fuchs by Karel Appel w Van Abbemuseum!

Portret ex-dyrektora Van Abbemuseum, Rudi'ego Fuchsa, namalowany przez Karela Appla powiększył właśnie wspaniałą kolekcję tego muzeum. Appel (1921-2006) namalował obraz w 2005 roku, pod koniec życia, w okresie kiedy eksperymentował z użyciem świetlówek. Ostatnią wolą Appla, po konsultacji z Fuchsem, było to, żeby obraz trafił do muzeum, trzymającego wysoki poziom. W końcu zdecydowano, że będzie to Van Abbemuseum, gdzie Fuchs pełnił funkcję dyrektora od 1975 do 1987 roku, a obecnie można zobaczyć rekonstrukcję wystawy stworzonej przez niego w 1983 kolekcji.


Karel Appel, "Portrait of Rudi Fuchs". Photo: Bram Saeys.

Obecny dyrektor, Charles Esche powiedział prasie, że bardzo cieszy się, że jedno z ostatnich płócien artysty trafiło do kolekcji i że ta praca pokazuje to, jaką wagę ma od lat 80. relacja kurator-artysta. Obaj panowie ściśle współpracowali od lat 80, aż do śmierci Karela. Fuchs pisał o twórczości artysty i zorganizował kilka ważnych wystaw: Karel Appel, Ik wou dat Ik een Vogel was (Karel Appel, I wish I were a bird) – duża retrospektywa w Gemeentemuseum w Hadze w 1990; Karel Appel, Onderweg. Reis van Rudi Fuchs langs de Kunst der Lage Landen (Karel Appel on the road. Journey of Rudi Fuchs through the Art of the Low Countries) w brukselskim Palace of Fine Arts na przełomie 2004-2005.

Portret (200x150 cm) jest jedną z serii prac powstających od 2005 roku, w których Appel wykorzystywał po raz pierwszy w swoich obrazach świetlówki. Oprócz portretu, ta seria zawiera także rzeźbę oraz 8 innych płócien, w tym 5 obrazów o dużym ładunku erotycznym zatytułowanych Love no. 1 - Love no. 5 (ta „miłosna” seria prezentowana była w 2005 roku w Hadze w Gemeentemuseum). Portret Rudi’ego, wcześniej nigdzie nie prezentowany, można będzie oglądać do 21 marca 2010 w ramach wystawy Strange and Close. Ale żeby nie przytłaczać informacjami o tym kiedy indziej.

wtorek, 26 stycznia 2010

Uwaga! Picasso i śliskie podłogi

Nowojorskie Metropolitan Museum of Art ma problem... nie tylko z śliskimi podłogami ;)

Polska i zagraniczna prasa rozpisywała się o iście allenowskim wydarzeniu. W niedzielę muzeum podało, że w miniony piątek, miłośniczka sztuki uczestnicząca w kursie historii sztuki potknęła się i upadła nieszczęśliwie na jeden z pierwszych obrazów okresu różowego Picassa Aktor. 15 centymetrowe rozdarcie w rogu płótna powstało w ten sposób po 105 latach od daty stworzenia obrazu. Na szczęście zniszczenie nie jest bardzo poważne, a obraz zostanie poddany konserwacji. Muzeum liczy na to, że po naprawie uszkodzenie będzie niezauważalne.


Picasso, Aktor, 1904-05, Metropolitan Museum of Art

To naprawdę pech! Mogła upaść na tyle prac, w końcu Met ma ogromne i bogate zbiory! Jednak zgodnie z prawem Murphy'ego padło na Picassa, któremu to właśnie muzeum poświęca obszerną wystawę w kwietniu tego roku (otwarcie 27 kwietnia 2010, info tu).

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Stypednia Fundacji Roberta Boscha

Właśnie ogłoszony został program stypendialny Fundacji Roberta Boscha przeznaczony dla twórców kultury.

Warto składać podania - 12 menadżerów kultury z Europy Środkowo- i Południowowschodniej zostanie zaproszonych do udziału w odbywającym się w Niemczech trzynastomiesięcznym programie szkoleniowym z dziedziny zarządzania kulturą (początek 1 października 2010).

Celami programu jest prezentowanie kulturowej różnorodności swojego kraju poprzez realizację projektów z udziałem młodych przedstawicieli sceny artystycznej. Stypendyści pracować będą w instytucjach goszczących na terenie całych Niemiec (z wyjątkiem Berlina), posiadających doświadczenie we współpracy międzynarodowej w zakresie kultury i sztuki oraz pragnących pogłębić kontakty z Europą Środkowo- i Południowowschodnią. Elementem programu będą także szkolenia dotyczące planowania projektów, pracy zespołowej, gromadzenia funduszy, kontaktów z prasą oraz działań PR, jak również marketingu kultury.

Profil kandydatów:
- doświadczenie w prowadzeniu projektów lub doświadczenie zawodowe w zakresie zarządzania kulturą
- miejsce zamieszkania w Europie Środkowo- i Południowowschodniej
- kontakty z młodymi reprezentantami środowisk kultury i sztuki
- dobra znajomość języka niemieckiego
- ukończone studia wyższe
- ponadprzeciętne zaangażowanie w wykonywaną pracę i samodzielność

Program zapewnia sporo:
- miesięczne stypendium w wysokości 1000 Euro
- zwrot kosztów podróży do Niemiec oraz dojazdu na seminaria
- ubezpieczenie
- dodatkowe wsparcie finansowe w ramach stypendium oraz po powrocie na rynek pracy w kraju pochodzenia
- seminarium wprowadzające w październiku 2010 r., regularne seminaria i szkolenia w czasie trwania stypendium
- kontakty z przedstawicielami polityki zagranicznej i kulturowej oraz z uczestnikami innych projektów Fundacji Roberta Boscha

Zgłoszeń można dokonywać w języku niemieckim do dnia 14 marca 2010 r., wyłącznie online, za pomocą strony www.moe-kulturmanager.de

Powodzenia!

czwartek, 21 stycznia 2010

Pierwsze newsy o Biennale w Wenecji 2011

Wczoraj The Art Newspaper podało pierwsze informacje związane z weneckim biennale 2011. Francję, po Claude Lévêque (2009), Sophie Calle (2007) i Annette Messager (2005), reprezentować będzie Christian Boltanski, którego kuratorować będzie Jean-Hubert Martin, były dyrektor Centre Pompidou w Paryżu i Kunsthalle Bern.


Christian Boltanski

Islandię reprezentować będzie natomiast duet Libia Castro i Ólafur Ólafsson (poznali się w 1997 roku i od tego czasu pracują razem), a w zeszłym roku wygrali Dutch Prix de Rome za wspólny film o lobbystach z UE pt. Lobbyists.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

piątek, 15 stycznia 2010

Cała prawda o artystach...



... całej prawdy o artystkach ciągle poszukujemy ;)

czwartek, 14 stycznia 2010

Maciejowki w Paryżu

Nowa wystawa jednego z naszych ulubionych artystów - Marcina Maciejowskiego w Galerie Thaddaeus Ropac w Paryżu (otwarta 6 stycznia) pokazuje że Marcin jest (jak zawsze zresztą) w świetnej formie.



Tytuł wystawy - Are you Really from the Art World? - został zaczerpnięty z dymku dialogowego jednego z obrazów, które można oglądać do 9 lutego na wystawie. Kilka obrazów jest też dostępnych on-line tu.

Malarz z iście kronikarskim zacięciem poddaje malarskiej dokumentacji sytuacje i rzeczy zwyczajne, nadając im jednak szeroki dyskursywny kontekst. Z wyczuciem łączy w swojej pracy najlepsze tradycje polskich rysowników, które przekłada je na język malarstwa, tworząc w ten sposób swój własny, unikalny styl.

Już wkrótce będzie można zobaczyć obrazy Maciejowskiego na wystawie w Krakowie. Obszrną wystawę artysty przygotowuje na wiosnę Muzeum Narodowe

środa, 13 stycznia 2010

Galerzysta dyrektorem

Wczoraj, w zagranicznej prasie, pojawiła się informacja o mianowaniu na stanowisko dyrektora Museum Of Contemporary Art (MOCA) w Los Angeles nowojorskiego galerzysty Jeffrey'a Deitcha.



Ta nominacja wywołała dość spore zamieszanie, wynikające z obaw o konflikt interesów jako może pojawić się w trakcie jego pracy. Deitch ma poważną kolekcję sztuki. Sam zwrócił uwagę, że tak jak jedni akumulują przychody w nieruchomościach, on w sztuce, którą kupuje odkąd był nastolatkiem.

Zapytany przez Tyllera Greena czy będzie handlował sztuką pełniąc nową funkcję odpowiada:
"Może. Mam nadzieję, że nie. Chcę wyjaśnić, że moja aktywność biznesowa jako handlarza sztuką ustanie całkowicie 1 czerwca, na 100 procent. Nie będę sprzedawał niczego co zostało przekazane w komis od artysty lub kolekcjonera. Zero handlu sztuką. Jak już mówiłem ostatnią rzeczą jaką chce robić to sprzedawanie ważnych dzieł z mojej kolekcji. Jest ona jednym z najważniejszych projektów w mojej karierze. Mam nadzieję, że w pewnym momencie oddam kolekcję jakiejś fundacji. Nie mogę tego zadeklarować, ponieważ nikt nie wie jak potoczy się życie".

Zaznaczył dość jasno, że jego dochody znacznie spadną w związku z przyjęciem nowej posady. W związku z tym nie wyklucz on jednak sprzedaży mniej ważnych pozycji z kolekcji, jeśli sytuacja go do tego zmusi. Jeśli do tego dojdzie rada muzeum będzie podejmować decyzje niezależnie, zgodnie z wszelkimi procedurami, a jeśli muzeum nie zechce dokonać zakupu praca zostanie puszczona na rynek. Dodaje: "Chcę jasno powiedzieć: mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić, chyba że od czasu do czasu. Nie jest to coś co uważam za aktywność biznesową".

Więc żadnego handlu pracami innymi niż z własnej kolekcji, a i to, jak deklaruje, niechętnie. Otwarta pozostaje kwestia tego co/kogo będzie w MOCA wystawiać i jak to wpłynie na wartość jego kolekcji. Co sądzicie na ten temat?

Zainteresowanym sprawą polecam wizytę tu.

piątek, 8 stycznia 2010

Fresh Zone

Natknęłam się w sieci na informację o konkursie FRESH ZONE dla studentów akademii sztuk pięknych, uczelni szkół wyższych, które posiadają kierunki artystyczne oraz studentów architektury, którego organizatorem jest Festiwal ArtBoom. Jak, nieskromnie, piszą organizatorzy zachęcając artystów do składania prac, "festiwal został określony jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych Krakowa".

Edycja festiwalu w roku 2010 ma zostać poszerzona się o prezentację najmłodszego pokolenia. Czytamy "obok światowej klasy twórców szansę będą mieli zaistnieć początkujący artyści". Pięknie. Całkiem chlubnie. Myślę, że jest to na tyle miły gest, że można zapomnieć o hasłach jak z agencji reklamowej kojarzących się z potraktowaniem sztuki jak produktu typu eleganckie piwo.

Zgłoszenia można nadsyłać jeszcze do 30 stycznia 2010 roku!

Celem konkursu jest m.in. "wyłonienie ciekawych twórców najmłodszego pokolenia oraz możliwość zaprezentowania ich w trakcie prestiżowego wydarzenia".

Do udziału w festiwalu wybranych zostanie 10 pomysłów. Jako nagrodę, szczęśliwi laureaci "otrzymują na realizację projektu 3000 zł. Budżet pokrywać ma wszystkie koszty związane z wykonaniem, realizacją i prezentacją projektu podczas Festiwalu ArtBoom 10-24 czerwca 2010 r." Ale to nie koniec. Z otrzymaniem nagrody wiąże się zobowiązanie uczestnika konkursu do udostępnienia "Festiwalowi ArtBoom nieodpłatnie autorskie prawa jednocześnie upoważniając Organizatora do ich prezentacji w nieograniczonym zakresie i terminie".

Martwi mnie to, co tak prestiżowe wydarzenie proponuje młodym artystom. Tej rangi festiwal, aspirujący do jednego z najważniejszych wydarzeń artystycznych w Polsce, powinien wziąć za punkt honoru wprowadzenia debiutantów w świat sztuki godnie Powinien reprezentować wysoki poziom nie tylko merytorycznie, ale też w samej realizacji przedsięwzięcia - uwzględniając "czynnik ludzki".

Przed oczami rysuje mi się natomiast zbyt gruba linia oddzielająca traktowanie "światowej klasy twórców" od "początkujących artystów". Za 3000 PLN, zapewne brutto, artysta ma przygotować projekt, zamknąć się w jego realizacji (dodajmy, że festiwal dzieje się w przestrzeni miasta, więc raczej nie mówimy o obrazie do white cube'u) i przekazać do niego prawa autorskie organizatorowi na wieczne korzystanie! Nie ulega wątpliwości, że będzie to bardzo prestiżowe dla debiutantów wziąć udział w festiwalu, niemniej jednak warunki wydają mi się, jak na tak wielkie przedsięwzięcie z ogromnym budżetem, nie do końca na miejscu. Za 30000 PLN festiwal (czy tylko festiwal?) załatwi więc sobie 10 realizacji do listy. Taniocha, a festiwal puchnie.

Mam szczerą nadzieję, że moje rozumienie tego konkursu jest całkowicie błędne i prace te nie zostaną potraktowane jak masowa produkcja na zamówienie.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Najnowszy numer Opcji w sprzedaży




Niedawno (z lekkim poślizgiem) ukazał się najnowszy numer śląskich Opcji poświęcony tematowi realizmu. A w nim z duuużej ilości tekstów, recenzji, rozmów, wywiadów, felietonów m.in. :

Nie chciałbym być moralistą. Z Andrzejem Tobisem rozmawia Joanna Wowrzeczka
O budowaniu instytucji i kolekcjonowaniu. Z Sabine Breitwieser rozmawia Joanna Mytkowska
Ewa Opałka Najsmutniejsza muzyka świata (Sorrow conquers happiness. Wystawa w ramach OFF Festiwalu w Mysłowicach)
Małgorzata Mleczko Każde dotknięcie zostawia ślad (Niezgrabne przedmioty. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie)
fragment Alei Niepodległości Krzysztofa Vargi
Krzysztof Uniłowski Realizm, czyli populizm
Dariusz Nowacki Realność znaku (towarowego)
Szczepan Twardoch Powieść o ludziach radzieckich. Życie i los Wasilija Grossmana
Ewa Wąchocka Powroty realizmu

pełny spis treści tutaj.

Czy wiedzieliście, że roczna prenumerata opcji to jedynie 18 PLN!? Szczerze polecam, kwota niewielka, dla kwartalnika pomoc duża! plus do domu przychodzi sporo czytania :) Info o tym, jak zamówić prenumeratę znajdziecie na stronie Opcji.

A na koniec fragment mojego tekstu Każde dotknięcie zostawia ślad o wystawie Niezgrabne przedmioty w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie:

Wystawa została mocno osadzona w dniu dzisiejszym . Skupiała się na okresie twórczości Szapocznikow najmniej nam znanym, czyli jej drugim, już ostatecznym wyjeździe do Francji (1963), gdzie mieszkała do śmierci (1973). Wybór ten związany jest z wzrastającym obecnie na Zachodzie zainteresowaniem artystką, będącym wynikiem wystaw w Kunsthalle w Bazylei (2004) , prezentacji podczas Ducumenta 12 w Kassel (2007) i w nowojorskiej galerii Broadway 1602 (2008) . Biorąc pod uwagę, że większość prac Szapocznikow z wcześniejszego okresu twórczości znajduje się w polskich muzeach i wyjątkową „kompulsywność” tworzenia po 1963 roku , To właśnie rzeźby z tego momentu pojawiają się na Zachodzie i o nich się dyskutuje, tak jak z resztą w Polsce, bo to o nich wiemy najmniej. Agata Jakubowska pisała, że jesteśmy świadkami momentu, w którym Szapocznikow powraca do zachodniej historii sztuki . Wydaje mi się, że powraca też do polskiej, ale w innym kontekście. Urszula Czartoryska swój tekst o Szapocznikow w katalogu z wystawy w Zachęcie (1998) otwiera pisząc (…) kruchość ciała dała się jej poznać jako młodej dziewczynie, zamkniętej w gettach i uwięzionej w obozach. Zniszczalność, spopielenie, były jej doświadczeniem, które spinało koniec i początek twórczości, wymagając od niej niejednokrotnie heroizmu, w epoce wychodzenia z dzieciństwa i w okresie – niejednej – ciężkiej choroby . I właśnie ten fragment wydaje się trafną egzemplifikacją dotychczasowego mówienia o Szpocznikow. Niejako, nie wypadało o jej twórczości pisać inaczej. Wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej otworzyła zamknięte dotychczas „okno”. Szapocznikow w pewnym sensie odżyła. Wydobyła się bowiem z aury tragedii i dramatu. Pojawiła się jako kobieta-artystka mocno osadzona w swoich czasach, zafascynowana rozwojem techniki i jej możliwościami, racjonalistka walcząca o swoją pozycję i karierę, postać inspirująca, twórcza, eksperymentująca, pełna humoru pod koniec życia przybierającego formę ironicznych, momentami wręcz cynicznych, komentarzy do otaczającej ją rzeczywistości. To „okno” według mnie w symboliczny sposób pojawiło się na wystawie w sposobie ekspozycji poliestrowych Ust, Półtwarzy i Prototypów lamp. Prezentowane były na postumencie autorstwa Moniki Sosnowskiej, podświetlonym od dołu . (...) Zabieg Sosnowskiej podkreślił rolę światła w pracach Szapocznikow, o której Czartoryska pisała (…) światło stawało się czynnikiem niejako suwerennym, przesądzającym o tym, że rzeźba w pewnej chwili żyje, w innej zaś, pozbawiona światła, obumiera. Ten czynnik decydujący o granicy życia i pół-życia tych postaci jest ważny . Ten moment wystawy zaznaczył symboliczne przebudzenie artystki, drogę jaką na przestrzeni ostatnich lat jej prace przeszły z pół-życia do życia. Niezgrabne przedmioty to właśnie wystawa o życiu w jego wielu aspektach: flirtem z popkulturą, zainteresowaniem techniką, seksualnością i erotyką, dążeniami o pozycję w męskim świecie i walką ze śmiertelną chorobą. Wydaje mi się bowiem, że dla Szapocznikow kwestia śmierci zawierała się w pojęciu życia, które starała się zachować na każdym kroku, zakonserwować niczym w formalnie: Przez odciski ciała ludzkiego usiłuję utrwalić w przezroczystym polistyrenie ulotne momenty życia, jego paradoksy i jego absurdalność .

czwartek, 17 grudnia 2009

Prezenty, prezenty, prezenty

Zbliżają się Święta i coroczne rozterki dotyczące prezentów - jeśli ich nie macie to wam zazdroszczę... a jeśli jednak to mamy kilka propozycji.

Galerie proponują specjalne świąteczne edycje prac - i to jest jakieś rozwiązanie, ale w tym roku, inaczej niż w poprzednich, nie załatwimy tam sprawunków za 50zł.
Raster oglosil pożegnanie z popularnymi Targami Taniej Sztuki, w zamian : "Manifest zwierzęcy" - wystawa edycji artystycznych inspirowanych tytułowym tekstem Andrzeja Partuma z 1980 roku (udział biorą: Agata Bogacka, Ryszard Górecki, Nicolas Grospierre, Aneta Grzeszykowska, Przemysław Matecki, Anna Molska, Andrzej Partum, Karol Radziszewski, Zbigniew Rogalski, Maciej Sieńczyk, Jan Smaga, Paweł Sysiak i Twożywo).
Jak można przeczytać na blogu Rastra będzie "mniej targowania, a więcej sztuki :)"

Po raz trzeci Galeria Starter organizuje Salon Zimowy, (w Salonie udział biorą: Natalia Całus, Jakub Czyszczoń, Michał Grochowiak, Agnieszka Grodzińska, Piotr Łakomy, Julita Paluszkiewicz, Roman Soroko, Kamil Strudziński, Magda Szmigiel – Taube, Daniel Szwed, Małgorzata Szymankiewicz, Honza Zamojski). W poszukiwaniu prac poznańskich artystów warto więc obejrzeć PDF z propozycjami. Znajdziemy tam nie tylko edycje - te zaczynają się od cen wysokości 450zł, pojedyncze prace oscylują ok 2tys zł.

W krakowskich Delikatesach trwa świąteczna impreza inspirowana rastrowymi Targami Taniej Sztuki - czyli Sztuka w nakładzie (udział biorą: Borowskiego, Buczkowskich, Doroszuka, Jastrubczaka, Kaczmarka, Kowalskiego, Pawszaka, Radziszewskiego, Rajkowskiej, Sawickiej, Susida, Śliwińskiego, Trutha, Wabika, Wollny, Zamojskiego i Zborowskiej). Wszystkie edycje w cenie do 500zł - chociaż raczej bliżej 500 niż 100zł.

Wygląda na to że w okresie kryzysu (hmm.. chyba, że już go nie ma?) nie ma taniej sztuki, ale jest za to więcej sztuki niezbyt drogiej - to się nazywa przedświąteczna gorączka twórcza!

No Local - jako, że jego polowa jest na zimowych wakacjach, a druga polowa poświęca się z uporem (mam nadzieje, godnym sprawy...) pisaniu wniosków i ich rozliczaniu - włącza się w przedświąteczne prezentowe szaleństwo tylko informacyjnie.
Proponujemy kupować sztukę i o niej czytać. Z naciskiem na czytać - choćby po to by wiedzieć co się kupuje...

Ostatnio ukazało się sporo ciekawych książek , więc jest w czym wybierać:

Na początek "Sztuka po końcu sztuki. Sztuka początku XXI wieku". Grzegorz Dziamski,
dostępna w księgarni internetowej Ha!artu i w innych księgarniach w necie



Zniknęło już z księgarni pierwsze wydanie "Kocham Fotografię" Adama Mazura, ale pojawilo się drugie, uzupełnione o 64 strony tekstu. Warto się zaopatrzyć zanim zniknie znów.
dostępna w księgarni internetowej ha! artu i pewnie w wielu innych.



Kolejne wznowienie - "STADION X. Miejsce którego nie było. Reader" (Bęc Zmiana), tym razem w nieco innej - poręcznej formie, zdjęcia i teksty całej plejady autorów od Claire Bishop po Joannę Warszę (redaktorkę książki), wersji polskiej i angielskiej.
dostępna w księgarni internetowej ha! artu
i
w sklepie Fundacji Bęc Zmiana (tam też inne książki i nie tylko)



Dla łowców rarytasów - katalog dwóch pierwszych wystaw Marcina Maciejowskiego "Polska"
dostępny w księgarni internetowej ha! artu i chyba nigdzie więcej



Łowcy rarytasów mogą też złowić coś u nas, ciągle posiadamy jeszcze kilka egzemplarzy edycji z organizowanego przez nas projektu Bartka Materki "Sezon Grzewczy". U nas cena edycji bez zmian - mimo to w jednym z domów aukcyjnych przekroczyła w grudniu prawie trzykrotnie wyjściową.

Dla tych, którzy w okresie świątecznym mają chęć sięgnąć głębiej do kieszeni polecam nieocenioną książkę "Art and electronic media" - najlepiej zrobić z niej prezent sobie :)

dostępna w 1 egz




I na koniec, dla osób, które nie lubią jak dobra książka się kończy - duet - dwie książki Jerzego Ludwińskiego:

Wydana nakładem ASP w Poznaniu i BWA Wrocław " Sztuka w epoce postartystycznej i inne teksty". Dostępna w księgarni internetowej ha! artu




oraz wznowiona przez Otwartą Pracownię "Epoka błękitu"
dostępna w księgarni internetowej ha! artu i chyba tylko tam.




Ciągle niezdecydowanym polecam dręczyć dalej inwencję własna.